Grecja, 13.09 - 1.10 2003
Dzień: [droga] [Meteory] [Ateny] [Mittikas - OLIMP 2900] [koniec]
... koniec ...
Oczywiście całe dnie spędzaliśmy na plaży opalając się. Woda w morzu jest koszmarnie słona, więc trzeba było non-stop
myć twarz i usta, bo nie szło inaczej wytrzymać. Reszty ciała nie myliśmy, bo grecy uważają, że sól świetnie konserwuje
i tak też czyniliśmy. Szczerze mówiąc to nie byliśmy na żadnej imprezie tanecznej. W sumie to właściwie nie wiem,
dlaczego, lecz wieczorem zawsze woleliśmy się powłóczyć po plaży w ciszy i spokoju, bez ludzi. Wybieraliśmy raczej
bardziej naturalne rozrywki niż to, co można w Polsce robić. Podobnie postępowaliśmy z jedzeniem. Jak już jedliśmy w
jakiejś restauracji to wybieraliśmy potrawy typowo greckie lub takich, których nie można zjeść w Polsce.
Często też szykowaliśmy sobie jedzenie sami próbując wszystkiego, co można było znaleźć w greckim markecie.
GYROS - całkowicie, co innego niż jest w Polsce, zresztą oni przygotowują go na tysiące sposobów. Co budka to inaczej
smakuje? Do tego wszystkie słodkości w Grecji są sssuuuupppperrrrrr słodkie, gdyż oni do słodzenia nie używają cukru
tylko miodu. Fakt pączek kosztuje 1 EURO, lecz po zjedzeniu greckiego pączka nie ma się ochoty na następnego - nawet ja.
Wreszcie teraz nastąpiły dni totalnego leniuchowania. Niestety wszystko, co dobre musi się skończyć. Zrobiliśmy małe
zakupy pamiątkowe dla rodzinki, no i nasze pieniążki zostały doszczętnie wydane. Za ostatnie poszliśmy na romantyczną
kolację do ekskluzywnej restauracji. Ja zamówiłem sobie smażone kalmary, a Agusia mouzake ( tj. zapiekanka z mięsem
mielonym, ziemiankami, smażonymi bakłażanami i serem) specjalność Greków. Kalmary były dosyć trudne do pogryzienia no
i muszę przyznać, że są strasznie ciężkostrawne. Po 2 dniach jeszcze je czułem w ustach. Osobiście drugi raz bym ich
nie zamówił, lecz to Agusi było całkiem całkiem.
I tak dobiegł czas powrotu do Polski. Wspomnę jeszcze, że spróbowałem w Grecji alkohol!!! Tak, tak ja, który nigdy nie pił, co mi się stało??? Nic po prostu chciałem spróbować. Napiłem się jednego OUZO, czyli greckiej wódki anyżkowej. Sama, czysta jest paskudna, lecz po rozrobieniu z wodą jest OK. Natomiast, RETSINA, czyli najbardziej greckie wino jest FUJJ. Trzeba jeszcze wspomnieć oczywiście o kilku rodzajach, Metaxy, której nie próbowałem, lecz przywieźliśmy ją ze sobą, więc spróbuję już tu w Polsce.

Mieliśmy okazję także wypróbować greckie, FRAPPE, czyli kawa na zimno robiona z kranówki. Robi się ją następująco. Zalewa się 1/3 szklanki wrzątkiem rozpuszczalną kawę, następnie dolewa 1/3 kranówki i miesza specjalnym urządzeniem, aby powstała piana i znowu dolewa 1/3 kranówki lub zimnego mleka i znowu miesza. Na koniec duża ilość cukru i kostki lodu. GOTOWE. MI smakowało tak sobie, lecz Agusi, która pije dużo kawy wogle. No cóż są gusta i guściki!!!

I tak się zakończyła podróż do Grecji. Postanowiliśmy, że jeszcze tu będziemy chcieli wrócić, gdyż nie widzieliśmy, jeszcze dwóch rzeczy: wysp, oraz Peloponezu. Te dwie krainy są całkowicie inne niż ta Grecja, którą poznaliśmy, no, ale sądzę, że na pewno wrócimy.
