OSP & Misja Pec, 23.04 - 3.05 2004
Dzień: [droga] [incydent] [dzień restowy] [powrot]
Jednego dnia postanowiliśmy z Arturem załoić Vielka Stiene, czyli jakąś wielo wyciągową drogę. Postanowiliśmy, że rozgrzejemy się na MEDO ( 3, 5c, 5c, 5c). Niestety nie mogliśmy jej za cholerę znaleźć, za to wkosiliśmy bardzo przyjemną dwu-wyciągową płytówkę. Wyceniamy na jakieś 6b+. Później postanowiliśmy szukać dalej naszej drogi no i znaleźliśmy jakąś.
Pierwszy wyciąg pociągnął Artur, bez większych problemów. Ja poszedłem drugi też bez najmniejszego problemu. Nie
wiedzieliśmy, gdzie się znajdujemy i na jakiej drodze jesteśmy, lecz puszczało, więc wspinaliśmy się dalej. Trzeci
wyciąg to banalny trawers, lecz przy czwartym zaczęły się małe problemy. Artur p[oprowadziła a ja ledwo doszedłem do
góry wyciągu. Wykończony prowadziłem ostatnią piątą długość liny i byliśmy na szczycie. Bardzo zadowoleni z siebie,
lecz wiedzieliśmy, że nie możemy się cieszyć, bo nie jesteśmy jeszcze na dole.
Założenie było takie, że będziemy zjeżdżać tą samą trasą, jaką wchodziliśmy, lecz stanowiska były zrobione ze spitów,
więc musieliśmy zostawić na pierwszym zjeździe naszą taśmę. Co prawda była tam jakaś stara, lecz jakoś nie chcieliśmy
jej zaufać? Na drugim zjeździe postanowiliśmy już zaoszczędzić, gdyż była, co prawda stara taśma, lecz nie budziła
zastrzeżeń, do tego był jeszcze mały repik, wyglądał jak sznurówka z buta, lecz sądziliśmy, że spokojnie wytrzyma.
Zjeżdżaliśmy po sobie Artur pierwszy a ja drugi. Podczas zjazdu Artur zauważył stanowisko z łańcucha eleganckie, więc
się tam zatrzymaliśmy. Sądziliśmy, że natrafiliśmy wreszcie na linie zjazdów. Ucieszeni tym faktem Artur znowu jechał
pierwszy. Przejechał połowę zjazdu i krzyczy do mnie, że kolejnego stanu nie ma!!!
Sadziłem, że nie widzi, więc
mówię, żeby się rozejrzał dokładniej. PO przyjrzeniu się i stwierdzeniu, że nie ma stanu a do ziemi zostało jakieś
30 metrów zaczął trawersować ścianę podczas zjazdu. Było to dziwne, bo jak wytrawersował 2 lub 3 metry to po chwili
zostawał mu chwyt w rękach i odpadał, zaczynając od początku. Taka sobie syzyfowa praca.
Trwało to jakiś dłuższy czas. Później jak doszedł do wniosku, że nie ma szans tak wytrawersować to zauważył, że tam
mniej więcej gdzie się kończy lina widzi jakieś repy i wbitego haka. Poradziłem mu, aby dojechał do tego miejsca. Ja
cały czas wisiałem w górnym stanie i umierałem z powodu słońca, które cały czas cholernie mocno mnie opalało. Woda
została pod ścianą, a wisiałem tam już jakieś 3 godziny. Dojechał i się okazało, że widzi hak przed sobą w odległości
jakieś 2 metry, lecz lina zjazdu nie była przy ścianie tylko w lekkim przewieszeniu i teraz wisaił w lufie nie mając
kontaktu ze ścianą. Teraz się zaczęły, żabki, kraule, i inne dzikie akrobacje, aby zbliżyć się do ściany. Z góry,
czyli mojego punktu widzenia wydawało się to śmieszne i na początku się śmiałem, lecz jak mnie już zaczęło wszystko
boleć od zwisu w uprzęży to nie było mi już do śmiechu.
Postanowiliśmy wzywać pomocy, gdyż doszliśmy do wniosku, ze za chwilę zacznie się ściemniać, a my nie możemy sobie
poradzić sami. NO i zaczęło się moje wołanie, dawanie znaków, lusterkami z okularów, pokazywaniem międzynarodowego kodu
wzywania pomocy, czyli Y i inne wrzaski. Ktoś wreszcie zauważył i zaczął podążać w naszą stronę. W tym czasie zrzuciłem
Arturowi repa i przy jego pomocy próbował na lasso złapać jakiś fragment ściany, aby mógł się do niego dociągnąć.
Udało mu się w momencie jak para Włochów podeszłą pod ścianę i zaczęli się wspinać. Ich pomóc sprowadziła się tylko
do poprowadzenia jednego wyciągu przetrawersowania do Artura i ściągnięcie jego wraz z liną do stanu. Jak już to się
udało, ja mogłem spokojnie zjeżdżać? Gdyby nie oni to pewnie jeszcze długo byśmy tam zabawili. Dzięki ich pomocy
nasz powrót z Wielkiej Ściany zakończył się nieprzewidywalnie długo, lecz bezpiecznie.
No tak wyciągnęliśmy wiele wniosków z tej sytuacji i następnym razem nie popełnimy tych samych błędów. W końcu człowiek uczy się na własnych błędach.
Tak na marginesie później się dowiedzieliśmy, że droga, którą zrobiliśmy to GOLDFINGER 6c ( 5c, 6b, 5a,6c, 6b+).

