Sperlonga, 27.12 2002 - 05.01 2003
Wszyscy zebraliśmy się 27 grudnia rano we Wrocławiu. Ja, Tymek, którego tylko trochę znałem, on miał samochód,
Glasser, którego znałem trochę dłużej, podobne zainteresowania także muzyczne, Marek " Murek", którego widziałem
pierwszy raz w życiu, lecz reszta, mówiła, że to niezły rzeźnik, i Artur, którego znałem dobrze od jakiegoś dłuższego
czasu.
Zapakowaliśmy starego Renault 19, w sprzęt wspinaczkowy, jedzenie i inne niezbędne gadżety aby wytrzymać ponad 10 dni
w obcym kraju. Tymek i Artur byli już tam rok wcześniej, Marek, był tam kilka razy, a ja z Glasserem byliśmy nowi i
tylko nam opowiadali jak tam jest super i, że wspinanie będzie ciężkie. Jak się zdecydowałem, że chcę tam pojechać to
głównym aspektem który rozważałem to czy aby tam nie jest za trudno dla mnie. Chłopaki są trochę lepsi i mówili, że
wspinanie tam jest na granicy ich możliwości, czyli dla mnie to powyżej. Postanowiłem, że nawet jak będzie za trudno to
zobaczę nowy kawałem świata wspinaczkowego i pomęczę się na tamtejszych drogach.
Wyjechaliśmy i mieliśmy wizje 24 godzin w samochodzie. W Polsce było strasznie zimno. Droga mijała dosyć szybko, lecz uciążliwie, bo nie było wystarczająco dużo miejsca w bagażniku i trochę rzeczy mieliśmy między sobą na kolanach w samochodzie, także jedynym wygodnie siedzącym gościem w samochodzie był kierowca. Czasami to było zbawienie zmienienie kierowcy, wtedy mogłem siedzieć wygodnie za kółkiem i słuchać muzyki, którą chciałem. Takie ustaliliśmy zasady.
Niestety najciekawsze miejsca tzn. Dolomity mijaliśmy w nocy, więc widzieliśmy tylko kontury tych rewelacyjnych ścian.
Po trochę ponad 24 godzinach( aha może napiszę, dokąd jechaliśmy). Otóż nasza podróż miała się skończyć gdzieś,
pomiędzy Gaeta a Sperlonga, na plaży. Jest to jakieś 100 kilometrów na południe od Rzymu.
Po drodze oczywiście trochę błądzenia, ale to się zawsze zdarza, kilka kłopotów na autostradzie przy płaceniu, mała kradzież( zatrzymaliśmy się koło sadu drzew pomarańczowych i ukradliśmy trochę owoców). Dziwne w Polsce jakoś mi mniej smakują pomarańcze niż tam te własnoręcznie zerwane na nielegalu.
Ok. dotarliśmy.

Przywitało nas słońce. Postanowiliśmy na nic nie czekać i szybko rozbić namioty na plaży, obok naszych znajomych,
króciutki posiłek i od razu na łojenie w skały. Rejon ten umożliwia wspinanie w grocie( bardzo trudne wytrzymałościowe
łojenie w dachu lub przewieszeniu) oraz na plaży łatwe, akurat na rozgrzewkę. Najpierw jednak poszedłem zobaczyć tą
rewelacyjną Grotte Del Aeronauta, o której tyle słyszałem. Rzeczywiście jest wielka, z wielkim dachem i cała
przewieszona. Szybko poszliśmy na plaże załoić tamte skałki. Morze nie było ciepłe, i wiało dosyć mocno, że odczuwało
się zimno podczas wspinania. Zrobiliśmy dwie drogi i zaszło słońce. Zjedliśmy kolacyjkę i poszliśmy spać żądni, aby noc
szybko minęła i aby można było jak najszybciej wspinać się.
Rano, mimo, że jestem śpiochem to wstałem szybko, zresztą wszyscy wstali bardzo szybko, aby można było już się wspinać. Śniadanko: chleb, konserwa i coś tam jeszcze i w skały. Pierwsza droga na rozgrzewkę zrobiliśmy najłatwiejszą w grocie o trudności 6a. Tak właściwie to troszeczkę więcej, czyli coś koło 6b to był mój max. Kolejna droga już trudniejsza, na granicy moich możliwości też jakoś poszła. W tym dniu zrobiliśmy wszystkie najłatwiejsze drogi w grocie i tak nastał wieczór i pora spać. Niestety cały czas padało. Nam to nie przeszkadzało, bo byliśmy cały czas osłonięcie przez ogromne dachy groty, ale wszyscy ludzie schodzili się tam, aby schronić się przed deszczem i momentami robiło się tłoczno. Towarzystwo ogólnonarodowe: Włosi, Hiszpanie, Anglicy i oczywiście w przeważającej większości Polacy. Czułem moc jak jeszcze nigdy w życiu. Z myślą, że jutro będziemy łoili jeszcze trudniejsze drogi poszedłem spać. Noce i wieczory bywały bardzo zimne, wręcz czasami spadała temperatura poniżej zera.
Nie będę zanudzał kolejnymi opisami, jakie zrobiłem drogi i takie tam. Napiszę, że wspinaliśmy się systemem 3:1,
czyli 3 dni wspinu, i 1 dzień restu. Dzień restu wypadał akurat w sylwestra. Postanowiliśmy pojechać do Rzymy, gdyż ja
nigdy tam nie byłem i część chłopaków też a to na pewno nas uchroni przed wspinaniem się. Zwiedziliśmy sobie powolutku
wszystkie najważniejsze elementy tego miasta. Zaczęliśmy od Koloseum, starożytnej agory, placu Aleksandra i te wszystkie
standardy. Nigdzie się nie spiesząc doszliśmy do placu Świętego Piotra i tu nas zaskoczyło, że nie można wejść, bo
wielka kolejka do kaplicy zastawiała cały plac. Nie wiedzieliśmy, czemu tak jest, lecz poszliśmy do początku, aby się
zorientować, co się dzieje. Stoimy na początku i nagle strażnicy otwierają bramkę i ludzie zaczynają iść w stronę
wejścia do bazyliki, więc postanowiliśmy, że biegniemy z nimi. Przeszliśmy przez detektor metali i naszego kumpla,
który miał nóż do chleba i butelkę szampana nie wpuścili. Dostaliśmy się do środka i próbowałem się zorientować, co tu
się ma dziać, że wszyscy tak ochoczo pędzili.
Nikt nam nie był wstanie odpowiedzieć w języku dla nas zrozumiałym, lecz
wreszcie spotkaliśmy jakąś dziewczynę mówiącą po angielsku i ona nam wytłumaczyła, że tu ma być msza noworoczna
prowadzona przez papieża i że zaczyna się ona około 22:00, a my byliśmy tam, o 18:00 więc postanowiliśmy, ze
zrezygnujemy z tej atrakcji, mimo, że mieliśmy rewelacyjne miejsca.
Poszliśmy teraz w stronę Schodów Hiszpańskich. Stamtąd rozpościera się dosyć duża panorama na Rzym. Nie wiem czy
tylko w sylwestra czy tez w normalne dni jest tam tyle ludzi, ale jest to rewelacyjne miejsce. Na schody doszliśmy taka
ulicą, przy której najwięksi projektanci mody mają swoje sklepy: GUCCI, VERSACE, DIOR, i inni. Rewelacja!!! Później
udaliśmy się do Fontann di Trevi, suuuuuuuuuuuper, podświetlane. Bomba, nawiasem mówiąc bardzo romantyczne miejsce,
zwłaszcza nocą przy oświetleniu fontann - super. Po tym całym zwiedzaniu zebraliśmy się koło samochodu zahaczając po
drodze jeszcze raz Koloseum - tym razem całe oświetlone, rewelacja, i zjedliśmy sylwestrową kolacje na parkingu. Chleb
i pasztet z Polski!!! Ludzie aż przystawali i patrzyli, co my robimy. Samego sylwestra spędziliśmy w naszej grocie i
koło 1:30 poszliśmy spać bo wiedzieliśmy, ze właściwie tylko my będziemy w stanie się wspinać następnego dnia, bo
reszta ostro pochlała.
Spędziliśmy jeszcze dwa dni robiąc wszystko, co każdy mógł na swoim poziomie i pojechaliśmy do naszych znajomych do Ferrentillo, mała mieścina jakieś 100 kilometrów od Rzymu w druga stronę.
Po drodze przejeżdżaliśmy przez miasteczko Narni , a właściwie skansen z XIV wieku. Wszystko jak za czasów średniowiecznych, tylko samochody psuły trochę atmosferę. Nawet na ulicach były pozostałości po rynsztoku. Po prostu poezja. Takich miejsc sięnie zapomina!!!
Przyjechaliśmy wieczorem i rozbiliśmy się na dziko pod skałami. Na drugi dzień zobaczyliśmy, jakie to rewelacyjne
miejsce. Wspinania mnóstwo dla każdego, dla profesjonalisty i amatora, i co nam się najbardziej spodobało to, że
świeciło słoneczko cały dzień, także mogliśmy nasze wychłodzone ciała dogrzać na maxa. Postanowiliśmy zostać dzień
dłużej ( przez to zamiast 4 mam 3.5 z jednego przedmiotu, bo nie było mnie na jednych ćwiczeniach)ale i tak było warto.
Noc spędziliśmy u koło naszych znajomych, którzy byli rozbici na szczycie wąwozu, wśród ruin starego miasteczka, a
dokładnie kościoła. Tego nie da się opisać. Wszystko zrobione z kamienia, drogi, budynki, w rewelacyjnym stanie, mimo,
że nie są to zabytki dla komercyjnych turystów. Udało mi się wejść do jednego z kościołów i stare freski, butelki, i
ołtarz oraz kilka obrazów zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Niestety po dwóch dniach w tym "boskim" miejscu
musieliśmy wracać do zimnej polski.
oto moje przejścia:
- Sperlonga
- Grotta dell 'Areonauta: Jo, Manifesto RP 6b+
- Grotta dell 'Areonauta Nu Porcu RP 6b
- Grotta dell 'Areonauta Super Daytona OS 6b
- Grotta dell 'Areonauta Lombra Dello Scorpione OS 6a+
- Grotta dell 'Areonauta Aliguid RP 6c
- Grotta dell 'Areonauta Fortuna Audaces Juvat RP 6b
- Grotta dell 'Areonauta Abbaida Ba..nu Pudi RP 6b
- Grotta dell 'Areonauta Black Sky RP 6b
- Ferentillo
- Sektor II Balcone Nonano OS 6a+
- Sektor II Balcone Slavo OS 6b
- Sektor II Balcone Abbi Dubbi OS 6a+
- Sektor Gabio Donne In Amore OS 6a+
- Sektor Gabio Hei Sei OS 6b+
- Sektor Gabio Bombardamenntos OS 5c+
- Sektor Gabio Tex Mex I OS 5b
I tak zakończyła się moja podróż wspinaczkowa do Włoch. Co mi po niej zostało? Mobilizacja i zacięcie do polepszania swojej formy, aby móc wrócić i robić trudniejsze drogi, a także pomysł na nowy wyjazd, ale o tym później.