USA
TRIP, 18.06 - 20.10 2004
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]
DZIEŃ 11: San Diego - Tihuana Mexico 09/25/2004
No i stało się. Pojechaliśmy na granicę i okazało się, że z przekroczeniem nie ma żadnych problemów, lecz z
powrotem będą na pewno. Nie mieliśmy przy sobie oryginału DS2019, a oficer imigracyjny powiedział, że bez niego nie
wpuszczą nas do USA z powrotem. Nikt wcześniej nie powiedział, że DS trzeba wozić wszędzie ze sobą. To dziwne, bo
potrzebują oryginału tego głupiego dokumentu, który jak się gdzieś zgubi, to będą duże problemy.
Trochę wkurzony całą sprawą, bo przecież nigdy nie byłem w Meksyku, a taka okazja szybko nie nastąpi, wsiedliśmy do tramwaju i postanowiłem się zatrzymać w sklepie, który widziałem w drodze do granicy. Wygląda z zewnątrz na duży sklep militarny i w rzeczywistości był wielki. Naprawdę wszystko można było w nim kupić. Ja skusiłem się na spodnie podobne do M-65, ale kolor khaki. Przy kupnie pani była tak rozmowna, że zostaliśmy tam dłużej. Porozmawialiśmy z panią i okazało się , że była przewodnikiem w zoo przez 10 lat i poradziła nam co warto zobaczyć, gdzie warto iść, aby dobrze i tanio zjeść, oraz o happy hours i innym stuffie.
Za jej namową pojechaliśmy do Hotelu del Coronado. Jest to jeden ze starych hoteli, cały z drewna wybudowany w 1885 roku. Robi wrażenie jak cała ekskluzywna dzielnica, gdzie mieszkają emerytowani generałowie lub inni wysoko postawieni mundurowi. Jest gdzie się powłóczyć. Dużo restauracji w każdej cenie i mnóstwo apartamentów, tych z cholernie wysokiej półki cenowej. Wszystko jest czyste i ładne. Dzieciaki w parku miały małą imprezkę urodzinową. Słodkie nie ?!!! Doszliśmy do brzegu i stamtąd wzięliśmy prom do Downtown( 2,25$ ).
Okazało się, że nasza Californian Train Pass nie jest tak do końca dobrze ustawiona, więc na przyszłość uważajcie
na urzędnika, który was obsługuje, czy ktokolwiek to robi. W naszym przypadku pomylił numer rezerwacji i oczywiście
super uczciwy urzędnik Amtrak chciał wszystko naprawić, lecz nic na tym nie straciliśmy, spoko. Niestety nie mogliśmy
tego zrobić bez naszych VISA kart, więc dopiero na drugi dzień mieliśmy to załatwić.
Pojechaliśmy do części miasta, a właściwie na kilka ulic, które nazywają się Gas Lamp District. W tym miejscu, gdzie kiedyś rzeczywiście były lampy na gaz, teraz tylko zostały lampy a gaz wymieniony zostać przez żarówki, znajdują się najbardziej wyszukane restauracje świata. Praktycznie z każdego kraju coś się tu znajdzie. Niektóre są naprawdę cholernie drogie, inne są mniej ekskluzywne cenowo, lecz jakoś we wszystkich jest rewelacyjnie. Również w tej dzielnicy znajdują się sklepy ze starymi i bardzo rzadkimi samochodami. Można w nich kupić chyba wszystko co się chce. Mnie oczywiście najbardziej podobał się Jaguar z 54, który kosztował tylko 50000$. Oprócz niego były oczywiście porsche, lamborginii, fordy mustangi, rolce&royce'y, mercedesy i inne. "Najnowszy" z tych samochodów to chyba porsche z 1970 roku. Naprawdę warto odwiedzić ten sklep, gdyż za darmo można podziwiać "muzeum" motoryzacji.

