usa USA TRIP, 18.06 - 20.10 2004

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]

DZIEŃ 13: San Diego - Ostatni dzień 09/27/2004

SAN DIEGO Dzisiejszy dzień spędzony na plaży był po prostu rewelacja. Moje ciało jest tak rozpromienione od gorącego słońca, że nie mogę się niczym ochłodzić. Pogoda bombowa. Słońce grzało mocno, lecz bryza znad oceanu dawała ulgę, więc nie bardzo było czuć ten żar. Dopiero w domu okazało się jak mocne było słońce. Mimo używania przez cały czas filtru 12 UV jestem cały wręcz rozpalony. Kto by pomyślał, że pod koniec września trzeba strasznie uważać na słońce. Nawet w zeszłym roku w Grecji aż tak nie grzało.

Nie bardzo znam się na spawach marynarskich, lecz w nocy mamy pełnię więc chyba właśnie to implikuje, że ocean jest w stanie odpływu. A co za tym idzie to nie trzeba się bardzo natrudzić aby znaleźć niezłe muszle. Nazbierałem cały kartonik, włącznie z taką dużą jak moja pięść. To będzie prezent dla mojej kochanej mamusi.

SAN DIEGO Kurcze. Miałem zamiar zmniejszać mój plecak - w końcu zjadłem już wszystkie chińskie zupki, a tu coś zawsze dokładam. Teraz dochodzi do mojego pakunku kartonik z muszlami, o który muszę się trościć jak o pakunek jajek i oczywiście para spodni. OK. koniec już z tym miastem- czas na moje drugie marzenie YOSEMITE.

Jutro w godzinach popołudniowych powinienem dojechać do tej legendarnej doliny climberów. Plan jest prosty: bus do Bakersfield, pociąg do Merced i znowu bus do Yosemite Lodge. Wszystko oczywiście na koszt Californian Train Pass.

Małe problemy z naszym specjalnym biletem. Facet w Flagstaff coś zrobił źle i wszystko trzeba było naprawiać. Małe zamieszanie niemiłą wymianą zdań z pracownikami Amtrak, ale całe szczęście teraz jest już wszystko naprawione z naszym biletem pociągowym. Przynajmniej facet z okienku tak twierdzi. Ostatni koleś też tak twierdził. Grunt że się poruszamy dalej. Mam bilet do Yosemite więc tam na pewno dojadę.

Mój plan początkowy był taki aby udać się po drodze do Seqoia National Park, lecz nie ma tam żadnego publicznego transportu, więc nie można się w żaden sposób dostać bez własnego samochodu, a na stop szkoda mi czasu. Za to w Yosemite czeka nagroda: El Capitan i Half Dome i big wall climbing Hura !!!!

strzala-lewa strzala-prawa