USA
TRIP, 18.06 - 20.10 2004
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]
DZIEŃ 14: San Diego - Yosemite 09/28/2004
NO tak fajnie, że autobusy są klimatyzowane i że obsługa jest miła, lecz kierowca z którym miąłem wątpliwą przyjemność
podróżować okazał się niezłym służbistą. Sądzę, że nawet oddychał według regulaminu, a kichnięcie było dla niego
poważnym wykroczeniem i pewni jakby miał dojść do czegoś takiego to zatrzymałby autobus na między stanowej aby kichnąć
na zewnątrz pojazdu. W czasie drogi, jechaliśmy w nocy wszystkie światła były zgaszone wewnątrz. Tak jakby Amtrak bał
się że tym razem Osama planuje atak na tren właśnie autobus. Co stacje zapalał wszystkie światłe, nie to , że ludzi
nie spali, i ogłaszał cały czas te same bzdury: co wolno, czego nie wolno, jak powinien się zachowywać pasażer itp.
Koszmar.
Na szczęście teraz siedzę sobie dla odmiany w pociągu, który ma wszystkie delikatne światła i co najważniejsze to nie ma ogłoszeń parafialnych co stacje. Cały czas ciepło unosi się z mojego ciała. Działam jak termofor. W drodze do Yosemite, a właściwie do Yosemite Lodge mijałem wielkie granitowe ściany, niektóre znane ze zdjęć i oczywiści wreszcie na własne oczy ujrzałem ścianę ścian: EL CAPITAN.
To naprawdę potężna ilość skały, ok. 1000 metro wysokości i nawet nie wiem jaka szeroka, ale na pewno duża.
Przyjechaliśmy na miejsce i szybciutko udaliśmy się na Camp 4, chociaż nie tak od razu wiedziałem gdzie iść ale
intuicja podpowiadała mi, że jeżeli podążę za brudnym kolesiem w spodniach uwalonych od magnezji to trafienia
odpowiednie miejsce. Po wpłaceniu 5$ za osobę za noc poszliśmy na miejsce i niedaleko toalet i jednego z
najsłynniejszych boulderów świata, "Midnight Lightining" rozbiliśmy "nasz" zabytek. Od razu dało się zauważyć ,
że wszyscy dookoła na campie mają najbardziej topowe modele igla a my? Było nawet kilku kolesi, którzy podziwiali
nasz namiocik. Do tego tylko obok naszego schronienia nie leżało pełno sprzętu i worów typu big-wall.
Pierwszy rzut oka na boulder i niestety chyba jest jednak poza moimi możliwościami. OK. czas pokręcić się po
Yosemite Village i zobaczyć co gdzie jest , i co będziemy robili tutaj przez najbliższy tydzień. Jedno jest pewne:
mało czasu aby wszystko zobaczyć, więc nie pozostaje nic innego jak wybrać te dolinowe perełki: El Cap i Half Dome na
pewno co więcej ? To się okaże.
Dokładnie przeczytałem tablicę ogłoszeń, czy ktoś nie potrzebuje partnera, bo bardzo chciałem się gdzieś wspinać.
Wątpię ale może nadarzy się okazja. Jak nie to jak powiedział jeden Anglik: W dolinie warto po prostu BYĆ i czuć ten
klimat, więc teraz czas na kontemplację po obiadku i poleżeć pod boulderem.
Co mnie bardzo zaskoczyło to w całej dolinie latem wody praktycznie brak. W prawie żadnym wodospadzie nie ma wody. Tak czy tak postanowiliśmy, że jutro udamy się na Upper Yosemite Waterall. Szlak według info zajmije koło 6 godzin czyli na pierwszy dzień jak najbardziej odpowiedni.
- Plan na najbliższe dni są takie:
- Upper Yosemite Waterfall
- Half Dome
- El Capitan
- Glacier Point
- I kilka krótkich rzeczy jakie się da zrobić
Teraz czas spać mimo wczesnej pory. Jest koło 7:30 i słońce już gdzieś zaszło a że Camp 4 jest cały przykryty wielkimi drzewami to ciemno już się zrobiło. Jeszcze tylko schować jedzenie do antymisiowego schronu i można iść spać. Wszędzie są specjalne pojemniki na jedzenie i środki czystości, aby niepotrzebnie parkowe misie musiały odwiedzać CAMP 4.

