USA
TRIP, 18.06 - 20.10 2004
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]
DZIEŃ 16: Yosemite - EL CAPITAN 09/30/2004
Wybraliśmy się na mały spacer 3.7 kilometra pod stopy pana El CAP'a. Jednak jak się stoi dokładnie pod "The Nose"
to wrażenie jest niesamowite. Kilometrowa ściana granitu, na której ludzie mrówki, w pocie czoła próbują ukraść jej
kolejne metry. Tak jak sobie wyobrażałem, że jest ona bardzo oblegana przez wspinaczy, lec z jest tak ogromna, że
raczej sobie nie przeszkadzają. Niektórzy dopiero zaczynali, pierwsze kilka wyciągów inni już w portaledgach,
zawieszonych w połowie ściany próbowali przemieścić się jeszcze wyżej a inni już z myślą o wejściu na szczyt łoili
ostatnie wyciągi.
NO tak keidyś może jak "podrosnę" to nadaży się moja kolej. Jeżeli ktoś nawet nie związany ze
wspinaniem, będzie miał okazjęzobaczyć ten monolit ot na pewno tego nie pożałuje.
Po południu czas na leniuchowanie. Sądzę, że kilka metrów od Midnight Lightining to bardzo dobre miejsce, zwłaszcza, że jacyś ludzie próbują załoić właśnie ten boulder. Niby to V8, lecz całkowicie poza moimi możliwościami. Nie znałem wcześniej tej skali tak samo, średnio orientowałem się w skali amerykańskiej big-wall, ale teraz już mniej więcej wiem na co byłoby mnie stać.
Jutro mocne uderzenie: HALF DOME, więc trzeba iść wcześniej spać, chociaż i tak tutaj chodzę spać z kurami, bo koło 8:00 już dawno chrapię w śpiworze. Takie czasy. Już potrafię sobie wyobrazić kiedy mi będzie tego brakowało.
Mam nadzieję, że pogoda i dobre duchy będą nam sprzyjały oraz że Eric coś napisze.

