usa USA TRIP, 18.06 - 20.10 2004

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]

DZIEŃ 17: Yosemite - Half Dome 10/01/2004

YOSEMITE Dzisiaj w nocy trafił nam się pierwszy "misiowy alarm" odkąd jesteśmy w Yosemite. Słyszałem jedynie wrzaski i walenie w gary jakiś ludzi aby odpędzić bestię. Ogólnie nieciekawie bo wszystko działo się jakoś bardzo blisko naszego namiotu. Byłem zbyt zmęczony i nie chciało mi się po prostu wystawiać głowy z namiotu, ale chyba to i dobrze. Ale by był spotkać się "face to face" z panem misiem.

Mimo, że przez całą wyprawę nie mieliśmy żadnego zegarka z budzikiem, jedyną możliwością sprawdzania czasu to aparat, daliśmy radę wstać o godzinie 6:00. Zimno jak cholera, ale trzeba wstać. Wyciągnąłem z plecaka sweter i kurtkę, oraz założyłem długie spodnie, zamiast planowanych krótkich. Wiadomo, że później będzie cieplej, ale jest jedno małe ale: PÓŹNIEJ!!!! Zjedliśmy śniadania. Nie wiem czemu, ale przed takimi wyjściami to nigdy mi się nie chce jeść. Zawsze muszę wmusić w siebie jedzenie. Teraz szybko na przystanek. Hurra. Udało nam się złapać na pierwszy autobus, aby dostać się do miejsca startu szlaku. YOSEMITE

7:30 wystartowaliśmy na szlak. Początek to podejście łatwą drogą, delikatnie pod górkę do Vernall Falls, aby tam zacząć prawdziwe podejście mocno stromym szlakiem prowadzącym na górę wodospadu. Kamienie, małe i duże, schody, piaseczek wszystko ostro pod górę. Oczywiście można było wybrać wariant łagodniejszy ale podobno dużo mniej urokliwy i do tego pełny gówna. Następnie po krótkim odpoczynku, kilku fotkach idziemy już spokojniej do kolejnego wodospadu: Nevada Falls. O tej porze roku są one bardzo małe, wody jest tyle o ile, ale widziałem na zdjęciach i pocztówkach, że te wodospady potrafią być naprawdę potężne podczas wiosennych roztopów. W miarę szybo wyłoiliśmy pierwsze 4 mile. Dalej szlak delikatnie zaczął piać się w górę po piaszczystym chodniku. Nie ma mowy o jakiejkolwiek trudności. Na upartego mamy z dzieckiem w wózku mogą tędy iść. A wszyscy mówili, że jest trudno i ciężko i że trzeba być niezłym hikerem aby zrobić ten szlak. Po prawej stronie mijamy campground i kolejne dwie mile za nami. Sama przyjemność spacerować po lasku wśród ogromnych drzew z wielkimi szyszkami. YOSEMITE

YOSEMITENajgorsze miało dopiero nastąpić. Od tego momentu wreszcie widać, gdzie tak naprawdę my idziemy. Piękna pół kopuła Half Dome - właśnie tam podążamy. Aby dostać się na szczyt trzeba najpierw wejść na mniejszy szczycik, a dopiero z niego uderzyć na wierzchołek. I tutaj zaczynają się prawdziwe trudności. Aby dostać się na ten mały szczycik, to szlak naprawdę stromo uderza w górę. Trzeba nieźle się natrudzić aby pokonać te wszystkie kamienie. Sądzę, ze jest to najtrudniejsza część całego szlaku. Ostre, nudne, nużące, długie, trudne i paskudne podejścia po ruchomych kamieniach. Jak już wejdziemy to teraz warto się zrestować, a jest naprawdę po czym. Teraz już widzę co mnie czeka. Podejście jakieś 100 metrów w górę może więcej lub mniej po drodze o kącie nachylenia około 60-70 stopni. Pewnie nie jestem ale wygląda całkiem całkiem, i gdyby nie poręcze zrobione przez rangersów z kabli byłoby cholernie trudno i na pewno strasznie niebezpiecznie wchodzić na sam szczyt. Mimo, z eto tak strasznie wygląda zajmuje 10 minut i naprawdę nie jest takie trudne. Zaraz pod miejscem gdzie znajdują się kable warto sobie pożyczyć leżące tam rękawiczki. Pomagają zwłaszcza przy zejściu. Tablica mówi nam że wiele osób zginęło na szczycie Half Dome z powodu burzy i że podczas złych warunków atmosferycznych nie należy tam wchodzić.

Po 4,5 godzinie wchodzenia osiągamy szczyt. A przewodnik i rangers i pani z informacji mówiła, że aby wyłoić te 8.2 mili na szczyt to trzeba bardzo szybko wstać i że jest bardzo trudno, i że my jesteśmy słabi i że jest niebezpiecznie i że inne pierdoły. Mimo całego trudu warto było. Widok na dolinę jest oszałamiający. Widzimy wszystko: El Capitan, Littel Yosemity, wodospady i całe mnóstwo doliny. Jest po prostu super. Teraz należy się długi odpoczynek i jedzenie i picie i leżenie!!!

PO prawie 2 godzinach pałaniu się widokiem i jedzeniu i robieniu fotek i zachwycaniu się tym wszystkim postanawiamy zejść. Niestety jak się weszło to i trzeba zejść. Droga w dół, niestety wiedzie dokładnie tym samym szlakiem, nie mam innej możliwości zajęła jeszcze mniej czasu. Już sobie wyobrażałem co sobie kupię w sklepie i co zjem dobrego w nagrodę. Czas zejścia to 3,5 godziny więc całkiem nieźle a nigdzie nam się nie spieszyło, wręcz przeciwnie, czasu na fotki było mnóstwo.

Ogólnie cały szlak to 16 mil tam i z powrotem zajęło nam 9 godzin ( wraz z prawie 2 godzinnym restem na szczycie). Czas chyba całkiem niezły, zwłaszcza, że tempo było wolne, ale biorąc pod uwagę otaczające widoki po drodze i z samego wierzchołka inaczej się nie da!!!! Jeżeli ktoś będzie w dolinie i będzie miał choćby jeden dzień to gorąco zachęcam.

strzala-lewa strzala-prawa