USA
TRIP, 18.06 - 20.10 2004
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]
DZIEŃ 2: LAS VEGAS, HOOVER DAM 09/16/2004
Rano pojechaliśmy zobaczyć Hoover Dam. Wstęp kosztował 9$ i gdybym wiedział, że po 09/11 czyli zamachu na WTC,
nie można zejść na dół, to bym nie zapłacił. Byliśmy na 2 filmach i opowieściach o historii i w ogóle. W skrócie jest
tak, że przez 3 lata, 24 godziny na dobę non-stop wybudowali największą zaporę wodną na świecie. Dokładnie nie pamiętam
ile zużyli betonu, ale przewodnik wspomniał, że starczyłoby na poprowadzenie dwupasmowej autostrady ze wschodniego
wybrzeża na zachodnie, czyli około 3000 mil, więc to będzie ponad 4800 kilometrów. Nieźle nie ??

Po tej króciutkiej wycieczce poszliśmy się trochę opalać. Musieliśmy w końcu zobaczyć jak wygląda nasz basen. W sumie to nic specjalnego, ale za to otoczenie jest niesamowite. Po dwóch godzinkach byczenia się trzeba było znaleźć coś do zjedzenia. Restauracje za drogie, więc znaleźliśmy, a właściwie panienka rozdająca ulotki znalazła nas. Za 6$ plus jakiś podatek mogliśmy zjeść wszystko, tzn. mieliśmy kupony do kilku miejsc, w tym Pizza Hut i jakichś tam innych barów. Jedzenia było tyle, że najadłem się do syta, a reszty, którą wziąłem, starczyło na dużą kolację, śniadanie, i tak wszystkiego jeszcze nie zjadłem. To chyba był mój najlepszy deal z jedzeniem jaki kiedykolwiek zrobiłem.
Teraz zaczęło się prawdziwe zwiedzanie!!! Jakoś nie lubię tego, że kręcę się wszędzie z aparatem i pstrykam mnóstwo
zdjęć, lecz później lubię pooglądać je sobie i powspominać jak to było zarąbiście. Trudno. Mieliśmy okazję brać udział w organizowanych
badaniach rynku na temat nowego show pt. JOY, to ten Joy Triviani z Friends. Widzieliśmy kilka scen z jego nowego
programu-filmu i mieliśmy oceniać i odpowiedzieć na kilka pytań. Bardzo fajnie, lecz Friends są o niebo lepsi.
Uderzyliśmy na początku do Venezian Hotel. O kurdę - w środku hotelu jest wszystko jakby żywcem skopiowane z Wenecji,
włącznie z gondolami. Trafiliśmy oczywiście również na mały pokaz opery w wykonaniu prawdziwych śpiewaków operowych,
"importowanych" na ten wieczór z Włoch. Później poszliśmy zobaczyć bitwę piratów na statkach , wszystko przed
Tresure Island, lecz niestety z powodów technicznych pokaz został odwołany. Kolejny hotel i kasyno to The Mirage.
W środku niczym się nie wyróżniał, no może jedynie dobrą pinacoladą, ale na zewnątrz jest wybudowany wulkan i co
jakiś czas następuje erupcja!!! Sądzę, że warto znaleźć te 5 minut czasu na zobaczenie tego pokazu.
Na zewnątrz Bellagio co jakiś czas, chyba co 30 minut, następuje pokaz fontann z muzyką w tle. REWELACJA! Taniec wody w odpowiednim oświetleniu i choreografii. Bomba!
Naprawdę. Lecz warto także uderzyć do środka kasyna-hotelu. Jest tam mnóstwo kompozycji kwiatowych, oraz niesamowity klimat. Dokładnie nie wiem co go tworzy, lecz na pewno warto odwiedzić to miejsce, nawet tylko dla zobaczenia go, a nie po to by stracić kolejne pieniądze!
Kolejno zobaczyliśmy New York New York i z Excalibur Hotel wzięliśmy tram, czyli taką kolejkę do Luxor. Jest to hotel, i oczywiście kasyno, wewnątrz czarnej piramidy. Nie widziałem Piramidy Cheopsa, ale sądzę, że ten hotel jest większy. W środku oczywiście mumie, sfinksy i inne typowo egipskie klimaty. Na samym szczycie jest co wieczór zapalane światło, strasznie duży halogen lub coś w tym rodzaju, który skierowany jest prosto w niebo. To "światełko" kosztuje hotel tylko 1.000.000$ za miesiąc świecenia. Niezłe rachunki za prąd chłopaki muszą płacić. Po drodze odwiedziliśmy Mandalla Bay i zawitaliśmy na chwile do MGM, największego hotelu na świecie. Jakoś rewelacyjny to on nie jest, ale największy na pewno. Po prostu nie ma jakiegoś specjalnego klimatu w środku, przynajmniej dla mnie i po tym hotelu zawróciliśmy do naszego Alladdyna !!!!
Oczywiście gdzieś po drodze zatrzymaliśmy się, aby wejść choćby na chwilę i wydać choćby 25 centów w historycznym kasynie FLAMINGO!!!!

