usa USA TRIP, 18.06 - 20.10 2004

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]

DZIEŃ 21: Yosemite - San Francisco 10/05/2004

8:00 pobudka. Znowu udało sie bezbłędnie obudzić o właściwej porze. Ciężko wstać, zwłaszcza , że na dworze piździ. NO tak nie jest to San Diego i wygrzewanie się w słoneczku. Szybkie, ale bardzo uważne aby niczego nie zapomnieć pakowanie. Najgorzej było z namiotem, bo na tropiku było strasznie dużo żywicy i nie chcieliśmy go posklejać na amen,. Trochę czyszczenia i poskutkowało, lecz w domu czeka nas porządnie szorowanie. Teraz zaczyna się nasza podróż do San Francisco lub jak mówią miejscowi do San Fran!!! SAN FRANCISCO

O 10:00 jedziemy busem do Merced, dalej do Emeryville i.... docelowo mamy być koło 6:00 wieczorem w San Fran. Ta mam nadzieje że się dowiemy lub coś wykombinujemy, aby gdzieś znaleźć miejsce do spania. Abyśmy znaleźli coś z prysznicem albo namiastką jego bo po ponad tygodniu przydałoby się wreszcie porządnie umyć.

Podczas podróży wiele się wydarzyło. Zacznę od tego, że w drodze z Merced do San Fran w pociągu zacząłem długo konwersacją z jednym jankesem. Niezły koleś mi się trafił. Zaczął opowiadać o swoich przygodach w Europie i w Stanach. Jego żona jest z Grecji. Dosyć dużo pił, z czym się nie krył, a że nie chcia pić sam to i mi stawiać Budweisery. Rozmowa toczyła się dalej. Teraz już wiem dokładnie gdzie znaleźć najlepsze dziwki i kluby ze striptizem w San Fran, gdzie szukać sobie dobrej żony, jakie pić piwo, gdzie polować na jelenie, łowić łososie, co warto zobaczyć w Meksyku, gdzie nie warto iść ani jechać,....

Kopalnie wiedzy z kolesia, ale po tym jak opowiadał to niezły przekręt z niego musiał być, skoro teraz już się trochę uspokoił. SAN FRANCISCO

Później jakoś poczęstował mnie tytoniem do żucia i tu zaczęła się niezła jazda dla mnie. Najpierw poinstruował jak to się powinno zażywać, czyli dobrze strząsnąć opakowanie z tytoniem, później wziąć trochę tego między kciuk i palec wskazujący i próbować zbić twarda kostkę. Dalej włożyć to między żuchwę a ściany buzi i pod żadnym pozorem nie połykać. Przyda się też coś do czego będzie można pluć. NO i zaczęło się. Jakoś tak dziwnie zrobiło mi się w głowie, tzn. wszystko było takie lekkie, że nie musiałem podnosić rąk bo same to robiły to samo z nogami. Po pewnym czasie musiałem iść do kibelka, aby splunąć ( on pluł na podłogę ) i tu pojawił się problem. Nie umiałem poradzić sobie ze stawianiem kroków. Dobrze , że siedzenia w pociągach są wysokie i mogłem się podpierając, bo nie byłem wstanie przejść tych 3 metrów dzielących mnie od kibla. Jakoś doszedłem i wyplułem chyba całą ślinę siebie. Tytoń dawno się rozpuścił teraz walił mnie po głowie. OJ pozamiatało mną na prawie godzinę. Dobrze że jakiś pociąg się przed nami zepsuł i nasz miał godzinę opóźnienia, bo nie umiałbym wyjść z pociągu jeszcze obładowany moim plecakiem. Nie wiem czy mi się podobało, czy nie ale chyba więcej razy już nie chcę tego próbować, lecz zawsze jestem o kolejne doświadczenie do przodu. Teraz po 6 godzinach jeszcze czuje ten smak w ustach.

SAN FRANCISCO Teraz kolejna przesiadka na busa i jedziemy do San Francisco. Kierowca pyta się nas gdzie chcemy jechać, a my tak właściwie nie wiemy, więc ustalamy , że pojedziemy do dzielnicy o nazwie Fisherman's Warf. Kierowca był niezły, praktycznie gdzie ludzie chcieli tam ich podwoził. Wysiedliśmy na nadbrzeżu i szybki telefon do Abby, czy nam coś nie znalazła. Niestety nie więc kilka telefonów zaczerpniętych z naszego Pascala. Strzał w dziesiątkę. Niedaleko jest międzynarodowe schronisko młodzieżowe pod adresem Fort Mason. Nie było łatwo znaleźć wejścia do tego miejsca, lecz daliśmy radę. Za noc życzyli sobie po 23$ od osoby na zbiorowej sali. Spaliśmy na sali gdzie było 24 lóżka, do tego każdy dostaje koc, pościel i śniadanie. Nie jest źle zwłaszcza, że lokalizacja jest niezła: po lewej stronie Golden Gate Bridge po prawej Alcatraz. Lepiej chyba nie mogliśmy trafić zwłaszcza, za tak małe pieniądze.

Wreszcie upragniony prysznic, długi prysznic, ale fajnie znowu poczuć się czystym. Nabalsamowałem się mocno, wypachniłem i założyłem świeże rzeczy. To jest to po ponad tygodniu to naprawdę coś niesamowitego.

Wieczorem poszliśmy się przejść po nadbrzeżem San Francisco Bay. Dziwne wszystko po 10:00 zamknięte, a sklepów jest mnóstwo. Praktycznie co drugi to elektroniczny w którym wszystko można kupić.

Shock!!!! Jedynie niektóre fast food są otwarte. Cale szczęście bo byłem nieźle głodny. W moim rankingu na najlepszego fast-food'a wysnął sięna prowadzenie nowy, a mianowicie IN -AND-OUT. Podają podwójne hamburgery i prawdziwe, świeże frytki z ziemniaków, a nie jak wszędzie mrożone. Obecny ranking:

  1. IN-AND-OUT
  2. Burger King
  3. Subway
  4. Tacos Bell

Później długo długo nic I McDonald.

Czas spać, dzień był długi.

strzala-lewa strzala-prawa