usa USA TRIP, 18.06 - 20.10 2004

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]

DZIEŃ 25: San Francisco(CA) - Manchester(NH) 10/09/2004

SAN FRANCISCO


To już koniec wycieczki na zachód. Wylot 11:45 z małymi opóźnieniami z lotniska w Oakland. Mamy 2 międzylądowania: w San Diego i Nashville. Pogoda ładna, słoneczko świeci, ale jakieś takie dziwne uczucie mnie ogarnęło. Jeszcze nie tak dawno byłem podekscytowany tym wszystkim, wyjazdem, że zobaczę to co sobie planowałem, a teraz czuję jakiś taki niedosyt. Mam wrażenie , że tak naprawdę nic nie zobaczyłem. Chciałbym móc wrócić i jeszcze raz zobaczyć te miejsca lecz zostając w nich znacznie dłużej.

Jest tyle miejsc w USA do których na pewno podczas tego wyjazdu nie pojadę, mimo, że chciałbym i na pewno drugie tyle o istnieniu którym nie mam pojęcia. Jedno jest pewne, że trzeba tu kiedyś wrócić i odkryć inny kawałek tego kontynentu. Cały czas myślę, że Alaska i Denali to odpowiedni cel na następną podróż do USA.

Teraz "tylko" 12 godzin lotu i jesteśmy z powrotem w Maine


strzala-lewa strzala-prawa