USA
TRIP, 18.06 - 20.10 2004
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]
DZIEŃ 3: LAS VEGAS - COTTONWOOD 09/17/2004
Znowu udało nam się znaleźć bufet za 3,99$ - tym razem trafił nam się chiński!! Też był niezły. Podczas drogi
zauważyłem, że niebo jest bardziej przejrzyste, więc zdjęcia powinny być lepsze. W drodze krajobraz za oknem zmienia
się z każdą milą. Na początku Arizona wyglądała bardzo pustynnie. Nic poza piaskowym krajobrazem dookoła, gdzieniegdzie
tylko niewielkie osady - domy, lecz to rzadkość. Mijają kolejne mile i za oknem pojawiają się pierwsze drzewa i coś
zielonego, lecz z reguły są to niewielkie krzaki. Później zauważamy jeszcze kamienie i w końcu, po jakimś czasie
pojawiają się drzewa, wzgórza porośnięte żywą zielenią.
Ups! Właśnie odkryłem kolejną zmianę, lecz tym razem w siatce z czekoladami. Mimo klimatyzacji na full, one
rozpływają się. Musimy je szybko zjeść, bo będą kłopoty, lecz jest mały problem z powodu ich ilości - dziesięciu.
Nie wiem czy jestem w stanie zjeść 10 czekolad na jeden raz !!!Na pewno nie !!! Później przypomniało mi się, że
czekolady są także w bagażniku. Te w plecaku spisałem całkowicie na straty, lecz po 30 minutach niepewności, bo tak
długo trzeba było czekać na pierwsza rest area, okazało się, że nie było o co się bać, lecz kontynuując podróż trzeba
będzie uważać.

Teraz skręciliśmy bardziej na południe, aby dostać się do Sedony. Jedziemy przez Oak Canyon. Rewelacja! Dookoła czerwona skała jakiej jeszcze nie widziałem. Dojechaliśmy do miasteczka, które jest malowniczo położone pośrodku największych skał, oczywiście czerwonych.
Nocleg znajdzie się później, więc najpierw trzeba rozejrzeć się po okolicy, bo za kilka godzin będzie zachód słońca. W centrum informacji w Sedonie dostaliśmy, oczywiście gratis, gazetkę Red Rock Country, gdzie były opisane propozycje spędzenia czasu w tym rejonie !!! Pierwsza wycieczka samochodowa to Red Rock Loop. Nie za długa i nie za trudna dla naszego samochodziku. Droga prowadziła przez miejskie klimaty, otoczone czerwoną skałą. Można było podziwiać Cathedral rock, Moon Ranch. Zatrzymaliśmy się na sekundkę, aby podziwiać jeden domek, który sam w sobie był niczego sobie, a jeszcze położenie. Ho! Ho! chciałbym mieć taki dom położony koło takiej pięknej, pewnie nie wykorzystanej wspinaczkowo jeszcze skały.
Skończyliśmy wycieczkę, lecz słońce nie zaszło, więc znaleźliśmy w naszej gratisowej gazetce kolejną wycieczkę. Trasa o nazwie Boynton Pass Loop wiedzie znowu wzdłuż rewelacyjnych skał, wzdłuż Boynton Canyon Dry Creek, lecz 75% trasy ma szutrową nawierzchnię i nasz chewrolecik nie bardzo sobie radził, więc po zachodzie słońca zawróciliśmy. Ale i tak było warto zrobić choćby ten kawałek.
Odwiedziliśmy kolejnego fast fooda, Taco Bell- meksykańskie jedzenie, całkiem niezłe, polecam. Znaleźliśmy nocleg w motelu za 57$. Czyż to nie ironia losu??
Jeszcze 2 dni temu za 10$ więcej spaliśmy w czterogwiazdkowym hotelu z basenem a teraz zwykły motel???

