USA
TRIP, 18.06 - 20.10 2004
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [epilog]
DZIEŃ 9: San Diego 09/23/2004
Cały poranek i popołudnie spędzone na plaży. W końcu nam się należy za te tygodnie pracy spędzonych w Gapie i
innych miejscach!! Takich wielkich fal jeszcze nie widziałem. Mnóstwo surferów i młodych ludzi. Plaża jednak jest tak
wielka, że pomieści wszystkich, a do tego jest jeszcze mnóstwo miejsca. Słońce jest naprawdę mocne. Cieszę się, że
wziąłem ze sobą krem z filtrem 12, bo inaczej byłyby problemy.
Po południu, gdy już słońce trochę mniej prażyło i troszeczkę temperatura zelżała, pojechaliśmy zobaczyć najstarszą
część miasta- Oldtown. Całość jest utrzymana w klimatach hiszpańsko-meksykańskich.
Sklepy, restauracje i wszystkie
budynki to tak jakby się cofnąć ileś lat wstecz i żyć w tamtych czasach. Jest biuro szeryfa, sąd, saloon, sklepy ze wszystkim. Bomba. Coś całkowicie innego. Wszystko to jakby wycieczka 200 lat wstecz!!!
Wieczorem pojechaliśmy do dzielnicy o nazwie Coronado, aby zobaczyć wierzchowce ( chociaż nie takie wielkie w porównaniu z NYC). Widok dosyć ładny, lecz niestety budynki nie były rewelacyjnie oświetlone. Tak czy tak, warto tam pojechać wieczorem i zobaczyć Downtown po zachodzie słońca.

