krym Krym, 6 - 27 wrzesień 2005

Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII-IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII-XIX] [XX] [XXI-XXII] [porady]

Dzień 10 Bałakława - Przełęcz Angarska 15/09

Wstaliśmy rano i po śniadanku i pożegnaniu psa Mika poszliśmy na busa. Dojeżdżamy standardowo na "5-ty kilometr" (1,5Hr) i dalej na dworzec autobusowy (1,5Hr). Okazało się, że najbliższy autobus do Ałuszty odjeżdża za 2 godziny, więc pojechaliśmy do Jałty i tu nastąpi krótka historyjka o tym "Jak upadają linie autobusowe na Krymie".

Grzecznie pytamy w kasie ile kosztuje bilet do Jałty - 20Hr pani w kasie odpowiada. Idziemy do kierowcy autobusu i po rozmowie z nim dowiadujemy się, że możemy u niego kupić 2 bilety za 35Hr, więc nie zastanawiając się długo kupiliśmy je u szofera. Tuż przed odjazdem kierowca wręcza nam bilet z ceną 3Hr/os do najbliższej miejscowości. Tradycja jest taka, że przychodzi pani kontroler przed odjazdem i sprawdza czy ilość sprzedanych biletów w kasie zgadza się z ilością ludzi siedzących w autobusie. Następuje odjazd a po 100 metrach autobus zatrzymuje się i wsiada kolejna grupa pasażerów tym razem bez biletów, tylko za niższe opłaty uiszczone u kierowcy. Wszyscy są zadowoleni: pasażerowie z racji tańszego biletu no i oczywiście pan kierowca. Droga, która prowadzi nad morzem jest bardzo górzysta, a nasz autobus bardzo wysłużony, więc bardzo ciężko zdobywa wysokość, aby po tym już na luzie zjechać z wzniesienia. Po drodze krótki postój, bo szofer kupuje warzywna, na straganie przy drodze, dzisiejszy obiad. No cóż każdy musi jeść.

W Jałcie nie miła pani w kasie sprzedała nam bilet do Ałuszty (7,50Hr + 0,50Hr za bagaż). Ogólnie lepiej zawsze kupić bilet na bagaż w kasie, bo z reguły jest on wymagany, a kierowca zawsze żąda trochę większej opłaty.

W Ałuszcie zaraz koło dworca autobusowego znajduje się targ, na którym można zaopatrzyć się we wszystkie produkty żywieniowe: nabiał, pieczywo, słodkości, woda, ciastka (polecam owsiane) oraz chemiczne. Polskie podpaski i środki higieny to normalny obrazek. Czasami tańsze niż w Polsce (jak im się to opłaca???).

Wsiadamy w pierwszego lepszego busa jadącego w stronę Symferopola i za 5Hr/os zawozi nas na Przełęcz Angarską. Wysiadamy i widzimy rewelacyjny szyld naszej turbazy Angarskij Pierewał, gdzie będziemy chcieli spać. Aż bałem się czy będą wolne miejsca, gdyż w przewodniku jest napisane, że mogą być problemy. Z niego też doczytujemy, że cena noclegu to 12Hr w domku o niskim standardzie, i że kawałek dalej znajduje się druga turbaza Sosnówka, lecz o dużo niższym standardzie, porównywalnym do łagru.

Przychodzimy i gospodarz mówi, że są dwie opcje: 8Hr i 12Hr. Oglądamy wersję droższą: nic nadzwyczajnego 3 prycze w pomieszczeniu i mocno podniszczonymi ścianami i podłogą, a później tańszą. Niczym się nie różnią, więc, po co przepłacać. Standard rzeczywiście bardzo niski: koce są bardzo stare, a o materacach wole nie wspominać. Przez chwilę myślimy, że jesteśmy w tej drugiej turbazie o standardzie łagru, lecz ratownik górski wyprowadza nas z błędu. Całe szczęście, że można kupić pościel, co też czynimy.

Woda zimna na zewnątrz, wc to latryna gdzieś w lesie, całe szczęście, że jest światło. Dziwi nas jedynie fakt, że oprócz nas nie ma tu nikogo?!? Wieczorem odkryliśmy fakt, że nie można się zamknąć od środka, co bardzo nam się nie spodobało. Mimo, że nasze lokum ma dwoje drzwi wejściowych to żadne nie zamykają się od wewnątrz. Robimy tak, że pierwsze barykadujemy jakąś półką i fotelem, a drugie zamykamy od zewnątrz a do środka wchodzę przez okno. Mamy nadzieje, że nic nas nie zje w nocy.

Noc była bardzo czujna, zwłaszcza, że psy cały czas strasznie ujadały!!!

Następny dzień Następny dzień