Krym, 6 - 27 wrzesień 2005
Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII-IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII-XIX] [XX] [XXI-XXII] [porady]
Dzień 11 Przełęcz Angarska - Eklizi Burun (1527m. n.p.m.) i Angar Burun (1452 m. n.p.m.) 16/09
Wstaliśmy koło 9:00 po prawie nie przespanej nocy. Jednak w głowie człowieka różne rzeczy potrafią się stworzyć. Po śniadanku wybraliśmy się na mały trekking, którego celem było zdobycie najwyższego szczytu masywu Czatydah, czyli Eklizi Burun. W przewodniku, piszą jakieś niestworzone rzeczy o trudnym orientacyjnie szlaku.
Na dole przy barze i domku miejscowych ratowników górskich znajduje się UFO, takie jak na filmach, tylko gorszej jakości. Przed nim idziemy ścieżką w prawo i cały czas podążamy główną leśną drogą o szerokości około 2 metrów, która w sposób ewidentny prowadzi nas do góry. Do tego bardzo często droga znakowana jest czerwonymi kropami farby na drzewach. Po około 1 godzinie marszu wychodzimy z bukowego lasu i dalej znowu ewidentną ścieżką, chociaż już nie tak szeroką idziemy po trawach i kamieniach, trzymając się w miarę blisko prawej krawędzi płaskowyżu. Po drodze mijamy pozostałości kolejki i po kolejnych 60 minutach wolnym tempem od opuszczenia lasu dochodzimy na szczyt Angar Burun.
Bardzo ładny widok na Demerdzy i płaskowyż, na którym znajdują się jaskinie. Stad ścieżką idziemy w kierunku najwyższego wzniesienia, czyli Eklizi Burun. Zajmuje to kolejną godzinę i stajemy na szczycie. Dookoła trochę pozostałości pomników i piękne panoramy.
Zejście jest bardzo proste. Schodzimy kawałek drogą wejściową i w połowie zbocza odbijam w prawo w ewidentną ścieżkę. Po około 50 minutach dochodzimy do umocnień zbudowanych z kamieni o dalej dokładnie tą samą drogą, którą to przyszliśmy przez bukowy las schodzimy w dół.
Trasa bogata w piękne widoki, bardzo łatwa i bez najmniejszych problemów z orientacją. Mnóstwo świerszczy i koników. Całość zajęła nam około 5 godzin bardzo wolnym tempem. Początek troszeczkę męczący, bo jest małe podejście, lecz jak już wejdziemy na płaskowyż to dalej już po płaskim. Polecam.

