krym Krym, 6 - 27 wrzesień 2005

Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII-IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII-XIX] [XX] [XXI-XXII] [porady]

Dzień 14 Sudak - plaża 19/09

Rano poszliśmy przejść się po mieście oraz wymienić pieniądze. Ogólnie na Krymie nie ma najmniejszych problemów z wymianą pieniędzy, lecz kursy walut przybierają bardzo różne wartości. Przez cały pobyt w różnych miastach za 100USD można było dostać od 470Hr - 515Hr, co jest dosyć dużą różnicą. Bardzo dużo ludzi chciało też kupić Euro. Główną promenadą pełną sklepików, bazarów i miejsc gdzie można kupić niemal wszystko doszliśmy do morza. Oczywiście wszystkie płatne plaże, lecz jeżeli podążymy w kierunku twierdzy to na samym końcu znajdziemy całkiem ładną bezpłatną plaże i nie będziemy musieli wydać 4,5Hr/os.

Kupiliśmy wielkiego melona i na plażę. Woda bardzo czysta, ciepła, plaża to ciemny gruby piasek, mało ludzi. Tego mniej więcej szukaliśmy. Mnóstwo osób przemierza plaże z ofertą różnorakiego jedzenie: krewetki, czieburieki, pierogi, chipsy domowe, picie, słodkości....Polecam bakławę, czyli trochę jakby francuskie ciasto smażone na głębokim oleju oraz waflowa rurka z nadzieniem karmelowym z orzeszkami. Bardzo słodkie, lecz naprawdę warto. Z reguły panie oferujące takie rarytasy na plaży mają dużo większe sztuki i na pewno bardzo świeże, więc lepiej zakupić takie cudeńka u nich, iż w sklepie. Oczywiście spróbowaliśmy domowej roboty chipsy solone, też godne polecenia.

Po całym dniu plażowania udaliśmy się na zwiedzanie twierdzy genueńskiej. Niemiła pani w kasie sprzedała nam bilety po 7Hr. Dosyć przyjemnie się chodzi w popołudniowym słońcu, które chowa się za burzowymi chmurami. Mocne podmuchy wiatru chłodzą nasze rozpalone ciała. Ładne widoki i całość twierdzy po rekonstrukcji. Warto się wybrać choćby, dlatego, aby zobaczyć piękny widok na miasto i całą zatokę.

Biegiem, bo zaczęło mocno padać, wróciliśmy do domu. Wieczorem udaliśmy się do jednej z restauracji. Zamówiliśmy płow z wołowiną i szurmę, czyli rosół z baraniny. Bardzo tłustym, ale spróbować chyba warto. Niestety jedzenie jakościowo dużo gorsze niż w Bakczysaraju.

W drodze powrotnej, czyli koło 21:00 zielony rynek jeszcze tętnił życiem, więc zakupiliśmy niezbędne warzywa i spać.

Następny dzień Następny dzień