krym Krym, 6 - 27 wrzesień 2005

Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII-IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII-XIX] [XX] [XXI-XXII] [porady]

Dzień 7 Bakczysaraj - Mangup-Kale 12/09

Wyruszyliśmy rano na dworzec, aby zdążyć na autobus o 9:10 do Zaliesnoje. Niestety za pomniałem wziąć aparatu ze sobą, a nie mogłem pozwolić sobie na zwiedzanie nowego miejsca, bez celownika foto przy oku. Niestety przez moją niezdarność musieliśmy spędzić 2 godziny na dworcu.

Autobus zatrzymuje się w Zaliesnoje, lecz jak powie się kierowcy i zapłaci 1Hr extra to zawiezie nas do Mangup, aby niepotrzebnie iść 2 kilometry po asfalcie.

Przechodzimy wokół jeziora i pani bileterka wyskakuje z zza słupa, aby sprzedać nam bilet (studenci 2Hr). Dalej idziemy prosto, aż do znaku na słupie "Mangup-Kale", aby skręcić w prawo. Leśną drogą, wijącą się lekko pod górę dochodzimy po ok. 30 minutach do ruin cmentarza karaimskiego.

Idziemy dalej, aż dochodzimy do pozostałości baszty i murów. Najlepiej w tym miejscu skręcić w prawo znakowaną ścieżką na niebiesko, Dochodzimy na płaskowyż i już teraz stepową drogą najlepiej dojść prosto do krawędzi. Tutaj nie będzie problemu z orientacją i znalezieniem wszystkich miejsc godnych uwagi. Szukamy małej jaskini, lecz nie udaje nam się jej znaleźć i idziemy wzdłuż krawędzi w lewą stronę. W pewnym momencie dojdziemy do znaku "Do Monastyru" w kierunku zejścia z płaskowyżu. Jest to miejsce, które nazywa się Szczelina Demir-Kapu. Schodzimy sobie w dół. Jak skręcimy w lewo to dojdziemy do Wielkiej Jaskini Krasowej ( między dwiema pieczarami znajduje się wejście). Jest ona dosyć długa (200-300 metrów) z w miarę obszernymi korytarzami, lecz miejscami jest dosyć wąska. Niezbędne dobre światło. Jak skręcimy w prawo to dojdziemy do Monastyru, wykutego w skale, gdzie mieszkają przez cały czas jeszcze mnisi.

Trafiliśmy na czas posiłku, więc zaczekaliśmy przed wejściem. Później jakiś młody chłopak oprowadził nas po małej świątyni, w której za kotarką znajdują się resztki fresków z V w. (oczywiście zniszczone przez komunistów) oraz po pieczarze. Wracamy na górę na płaskowyż i idziemy drogą w stronę wrót. Po drodze mijamy specjalne miejsca do wyrobu wina. Dalej to już duży kompleks mieszkalny, ze studnią i zabudowaniami. Wracamy przez środek płaskowyżu, aby zobaczyć ruiny świątyni Bogurodzicy. Niestety prócz tego natknęliśmy się na dwa duże dzikie obozowiska: kiełbaski, dużo alkoholu, muzyka z "jamnika", mnóstwo śmieci dookoła, hałas i harmider, co bardzo szybko zniechęciło nas do dalszego poszukiwania.

Miasto różni się bardzo znacznie od Czufut-Kale czy Eski-Kermen tym, że są tu także zabudowania z ciosanego kamienia. Łatwo tu się pogubić i przeoczyć niektóre miejsca. Zwiedzanie na samej górze zajęło nam około 4 godzin.

Aga chyba nigdy nie łapała stopa, więc nie wiedziała, że jak nie podniesie się łapki to nikt nie będzie wiedział, że akurat chcemy, aby ktoś nas gdzieś podwiózł. Po jakimś czasie małżeństwo Rosjan zatrzymał się. Jechali na plaże, aby popływać w morzu a nie do Bakczysaraju i koniecznie chcieli abyśmy pojechali z nimi. Chcieli nas zabrać nad morze, później do restauracji na jedzenie a wieczorem odwieźć nas do Bakczysaraju, mimo, że to całkowicie nie po drodze. Jakoś ta propozycja wydawała nam się "zbyt" rewelacyjna, więc grzecznie podziękowaliśmy i wysiedliśmy w Zaliesnoje. Tutaj spóźnionym o 20 minut autobusem wróciliśmy.

Następny dzień Następny dzień