Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 10: Dupówa - 10/08/2005
W nocy padało i teraz też, więc plany się trochę zmienia. A3 pewnie jest cała w wodzie, więc siedzimy na bazie od
rana. Co można robić w taki dzień??? Cały czas zajebiście pada i duża mgła, że widoczność kilkudziesięciu centymetrowa,
więc na możemy robić nawet eksploracji powierzchniowej, ani A3. Zjedliśmy już prawie wszystko, co nam przysługiwało na dzień dzisiejszy, rozmowy o niczym, ale całe szczęście muza jest (niestety) ledwo słyszalna ze "zrobionych" kolumienek (duże słuchawki włożone do dużego metalowego kubka dają rady). Jest bardzo swojsko tylko strasznie zimno, każdy na sobie ma już wnętrze i kolejną parę spodni i polar oraz kurtkę. Kto by pomyślał, że to Hiszpania i to w środku sezonu?!!
Gaz powoli się kończy (oraz nie ma reduktora), więc zagotowanie czajnika wody zajmuje raptem 42 minuty, a to sporo!!! Dzień przebiega następująco: rozmowy o niczym, w trakcie gotuje się woda na herbatę, sikanie i tak w kółko. Podczas jednego z wyjść na sikanie zauważyłem salamandrę plamistą, więc rozrywka fotografowania zabiła trochę czasu. Sesja foto w deszczu - dobry tytuł na rozkładówkę.
Sos do makaronu wygląda coraz lepiej jeszcze małe 2 godziny (gotujemy już od ponad 2) i będziemy jedli. Podwieczorek zjedzony przed obiadem - ciastka z dżemem - tak z nudów. Wieczorem poubierani praktycznie we wszystko, co każdy miał ze sobą, przy świetle karbidówki gramy kolejną partię w 1000. Która to już z kolei??? Nikt nie liczy, bo i po co. Oby jutro pogoda się poprawiła, bo już dupska bolą od tego siedzenia.

