scw Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]

Dzień 18: Podejście II - 18/08/2005

Ranek był trochę pochmurny, lec z ciepły. Posprzątaliśmy w domu i pożegnaliśmy się z Armandem. Teraz nie pozostało nic innego jak tylko napierać do góry. Zbychu wydarł bardzo do przodu nie robiąc standardowego odpoczynku w 1 trasy przy wodzie, zresztą jak większość. Konar i ja postanowiliśmy poleżeć trochę w tym miejscu. Całe szczęście, że stare schronisko Vejo już niedaleko a tam będzie dłuższy odpoczynek.

I tak się stało. Doszliśmy jako ostatni. Wszyscy już odpoczywali. Krótka kąpiel, długie leżenie i 2 czekolady później już napieramy w stronę bazy. Najpierw trochę po kamolach, później 5 długaśnych zakosów, 25 krótkich i jesteśmy na przełęczy La Fragua. Czekoladka i w pięknym słoneczku odpoczywamy. Każdy wie, że już do bazy bliziutko a to strasznie rozleniwia. Zbychu chyba bez odpoczynku załoił całą trasę, bo nawet go nie widzieliśmy. Długi odpoczynek sprzyjał rozmową na różne tematy, w tym religijno-filozoficzne. Jeszcze 30 minut i jesteśmy w bazie. Wreszcie jedzenie dziś makaron. Jest zimniej niż zwykle, więc każdy ubiera się we wszystko prawie, co posiada.

Wieczorem z racji, że weszliśmy do góry z zapasami jedzenie i wina to tak sama z siebie (a podobno nic nie dzieje się samo z siebie) imprezka. Grzane wino, ciastka z nutella i dżemem w nieskończoność. Zbysio nasz kochany coś się tak rozgadał, że nad ranem koło 4:00 wiele osób czy to ze zmęczenia, czy z nudów wymiękła i poszliśmy spać. Zbych razem z Sebą nadal gaworzyli Bóg wie, do której.

Poprzedni dzień Następny dzień