Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 20: Zimno - 20/08/2005

Dzisiaj rano Zbyszek mnie na maxa zadziwił. Jest coś koło 11:20 i nie zostałem przez niego obudzony, tylko słyszę jego wołanie czy mam ochotę na kanapkę. Myślę sobie, że albo mi się to śni albo to jakiś kawał. Rozpinam jednak zamek namiotu i Zbych wręcza mi grzankę - nie wiem, co on z nią zrobił po drodze, lecz nie interesuje mnie jest pyszna (teraz powinienem napisać ZBYSIO!!!). Może zimno tak dobrze na niego wpływa i cała ta dupówa dobrze go nastraja. Oby tak dalej.
Jak napisałem całe śniadanie zostało podane mi do łóżka, poczytałem trochę książkę. Oszczędnie, gdyż już mi się kończy. Cały dzień strasznie zimno, nie pada, lecz leje. Widoczność prawie zerowa. Co robić??? Zostaje ciągła gra w 1000-ca. Dzień wygląda następująco: śniadanie, gra w karty z krótką przerwą na obiad, gotowanie wody na herbatę w czasie rozdań. Cały czas poubierani we wszystko, co tylko każdy ma ze sobą. Czekamy na poprawę pogody i przede wszystkim na ekipę z dołu z karbidem.
Jesteśmy już po czwartej rozgrywce. Karty zaczynają się nudzić, lecz prognoza pogody przysłanej przez Adasia (Karczocha) jest pozytywna. Jutro ma być lepiej tzn. lampa. Ciekawe, bo dzisiaj miało być lekkie zachmurzenie, a dupówa na całego. Nic tylko jeść, spać, grać i ciepło się ubierać.
Z tej całej nudy, bo książkę skończyłem 2 dni twemu, poszedłem umyć się podczas deszczu, na tym zimnie. Cały!!!

