scw Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]

Dzień 26: Droga do domu: Francja, Niemcy- 26/08/2005

Okazało się, że tych kilometrów do pokonania jest znacznie mniej niż mi się wydawało, więc koło 14:00 byliśmy już w Heidelbergu. Pojechaliśmy do mieszkania Poltera i wreszcie długo oczekiwany prysznic. Zjedliśmy trochę jakiegoś jedzenia z podróży i poszliśmy kupić bilet oraz zorientować się, kiedy mamy pociąg.

Wohendeticket trochę podrożał: 32 Euro. Nasze połączenie do Gorlitz jest dopiero o 4:23 nad ranem, więc nie pozostało nic innego jak tylko zobaczyć miasto. Jest to ładnie położone ok. 130 tysięczne wzdłuż rzeki, z kilkoma miejscami przypominającymi historię. Jak się okazało to kolebka socjologii i humanizmu z bardzo starym uniwersytetem, który posiada rewelacyjną stołówkę.

Polter zaprowadził nas na wzgórze po drugiej stronie rzeki, z którego rozpościera się wspaniały widok na miasto. Spotkaliśmy tam Jacka, znajomego, który później imprezował z nami w mieszkaniu. Impreza zaczęła się niewinnie, kilku znajomych, chorizo, butelka wina Rojo. Zaczęliśmy od najświeższej butelki a skończyliśmy degustację na roku 2000. Ja się nie znam na winach i średnio mi smakują, lecz te nie były takie złe. Jak mówi Polter, czym starsze tym bardziej wymagające. Skończyliśmy koło 3:00 na rozmowach. Postanowiliśmy położyć się na pół godziny, gdyż później trzeba wstać i iść na stacje.

Poprzedni dzień Następny dzień