Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 27: Wohendeticket - 27/08/2005
Nasz trip d Polski zaczął się o 4:26 z Heidelbergu do Frankfurtu nad Mennem. Ciężko było na niego wstać, lecz
jakoś nam się udało. Teraz Aga już śpi, a ja nastawiłem budzik na 10 minut przed kolejną przesiadką i próbuję pilnować
czasu. Próbuję również nie spać, aby nikt nie wyniósł nas i naszych bagaży gdzieś na ciemnej stacji?? Żartuję to nie
polska, a po drugie nasze wory są tak cholernie ciężkie, że nikt nie miałby tyle siły, aby je wynieść.
Jesteśmy po drugiej przesiadce Znajdujemy się w Wurzburg i jedziemy do Hof. Czekają nas jeszcze 4 przesiadki w samych Niemczech. Czasy między kolejnymi zmianami pociągów są tak krótkie, że nie zdążyliśmy kupić nic do picia ani jedzenia. Koszmar. Pociągi jak zwykle bardzo ładne, czyste, klimatyzowane, a konduktorzy bardzo mili. Po ponad 12 godzinach zmian pociągów przejechaliśmy całe Niemcy i jesteśmy w Gorlitz. Pociąg do Wrocławia już stoi na stacji, lecz sądzimy, że bilet będzie masakrycznie drogi, więc idziemy z buta do Zgorzelca na stacje. Mamy jakieś 40 minut na pokonanie tego odcinka z ciężkimi worami. Aby się udało, bo to ostatni pociąg tego dnia.
Prawie biegliśmy, spoceni jeszcze bardziej śmierdzący, widzimy pociąg, który stoi, przechodzimy przez szlaban i konduktor zauważył nas i poczekał. Całe szczęście. Pociąg z lekkim 5 minutowym opóźnieniem, przez nas rusza do Wrocławia. Jedyne, co okazało się śmieszne i pozbawionego sensu to fakt, że szliśmy, prawie biegliśmy ten odcinek drogi na darmo. Okazało się, ze cena biletu w Gorlitz byłaby taka sama jak tutaj w Zgorzelcu. No cóż człowiek uczy się na błędach. Można było spytać!!!
Oto koniec mojego wyjazdu na wyprawę. Mam nadzieję, że będę miał okazję pojechać tam za rok.

