Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 4: HUY (Belgia) - naprawa 04/08/2005

Pobudka wcześnie rano i małe mycie na pobliskim polu namiotowym. Wreszcie są. Okazało się, że naprawa poszła bardzo sprawnie: nie trzeba było niczego rozwiercać. Chłopaki z serwisu cały czas nas obserwowali, co my tam wyprawiamy, pewnie ciągnęli losy czy uda nam się czy nie. Czasami wpadaliśmy do nich pożyczyć to rączkę do klucza, bo nasza się ukręciła, to naładować akumulator - ogólnie wykazali się daleko posuniętą życzliwością.
Wszystko działa poprawnie, tylko pompa wodna (teraz już wiem, co to i nawet gdzie się znajduje) jest lekko skrzywiona i na wiatraku widać małe bicie, lecz nie przejmujemy się tym zbyt mocno i powoli ruszamy w drogę. Po drodze tylko zakup brakujących śrub do rury wydechowej, ciastko i kawa w kafeterii i kierunek Picos.
O mechanice każdy z nas nie miał bladego pojęcia, więc wyjazd jak dotąd bardzo naszpikowany nauką. Mamy wrażenie, że coraz mniej rzeczy jedzie z nami w samochodzie, bo jakoś tak dużo miejsca - a może wszystko się ubiło??

