Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 8: Transport - 08/08/2005

Plan był taki, aby wcześnie rano jeszcze przed tym jak słońce pojawi się na szlaku, zejść na dół po kolejny transport. Niestety Zbychu nas jakoś tak nie obudził za wcześnie, więc dopiero koło południa w słońcu zeszliśmy na parking. Nie było tak tragicznie, gdyż wystąpiły chmury i leciutki wiaterek.
Zostało mnóstwo sprzętu, jedzenie i innych gadżetów, a słońce prażyło niesamowicie, więc postanowiliśmy zaczekać do wieczora. Na parkingu, jak na złość ani troszkę cienia. Postanowiliśmy rozdzielić sprzęt wśród osób i w trakcie tej prostej czynności okazało się, ze zostawiliśmy mnóstwo sprzętu w naszym "Puchatku": naboje, taśmę, plakietki, apteczkę, zapalniczki,... i przez to zmieni się trochę charakter naszej działalności. Wykąpaliśmy się w sadzawce przy szlaku i teraz długie podejście ze strasznie ciężkimi worami.
Wieczorem kolacja, czyli pierre z papryką, czosnkiem, parówkami i tym, co zwykle. Hm mmm, mniam mniam. Podwieczorek to kisiel jabłkowy i sidra, którą każdy starał się nalewać fachowo, z różnym skutkiem.

