Korsyka, 28.04 - 14.05. 2006
Dzień: [prolog] [I-II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI-XVII] [epilog]
Dzień 11. Porto - Capu d'Ortu, 08.05.2006
Korsyka to w większości tereny górskie. Nie zamierzaliśmy chodzić tutaj po górach, dlatego też nie posiadaliśmy odpowiedniego sprzętu. Ale być w takim miejscu i nie wybrać się na wycieczkę w góry??
Dzisiaj postanowiliśmy podnieść nasze tyłki i wejść na niewysoką górkę Capu d'Ortu 1295 m.n.p.m. Podjechaliśmy samochodem w rejon kanionu czerwonych skał (Calanches de Piana) i odnaleźliśmy start szlaku na Capu. Tabliczka mówiła, że czas wejścia to zaledwie 2,5 godziny, czyli zapowiadała się spokojna wycieczka.
Wystartowaliśmy z wysokości 450 m. n.p.m. Szlak bardzo przyjemny delikatnie i spokojnie piął się do góry. Dookoła drzewa i zarośla pięknego, soczystego zielonego koloru. Doszliśmy do pewnego skrzyżowania szlaków i w rezultacie nie byliśmy pewni gdzie dalej iść, lecz jakiś trzeci zmysł pokierował nas w dobrym kierunku.
Po drodze odłączyli się od nas Adaś z Żanetą, więc dalej w 4 osobowym
składzie poruszaliśmy się do góry. Po wyjściu z granicy lasu czekała nas wędrówka po kamieniach. Szlak biegnie ewidentnie wydeptaną ścieżką z mnóstwem usypanych kopczyków. Niektóre były dziwnej postaci, tworzyły takie "mini" rzeźby. Tak czy tak zgubić się jest trudno. Dookoła mnóstwo ciekawych kształtów i form ciemno pomarańczowej skały. Było dosyć ciepło i słońce mocno oślepiało, lecz powietrze było bardzo przejrzyste, gdyż mogliśmy w oddali podziwiać najwyższe ośnieżone szczyty Korsyki. Ostatnie kluczenie wśród dużych kamieni i teraz zaczyna się podejście, które kończy się na szczycie Capu d'Ortu.
Drogowskaz pokazywał czas wejścia 2,5 godziny, lecz był to dosyć wyśrubowany czas. Wejście spacerowym tempem zajęło nam coś około 3,5 godziny. Widok z góry jest cudowny: dookoła mnóstwo gór i innych szczytów, a w dole widać całe Porto, nawet z naszym kampingiem no i morze. Warto żyć dla takich chwil. Teraz można zjeść w pełni zasłużony posiłek i odpocząć.
Zejście zajęło nam tylko 1 godzinę, czyli dużo mniej niż pokazywały drogowskazy. Coś z tym wycenianiem czasów jest nie tak. Po drodze mijaliśmy kilka specjalnie wykarczowanych miejsc na lądowisko dla śmigłowca.
Zeszliśmy do samochodu i spotkaliśmy naszą "parkę". Oni wracają już z plaży w Pianie, a my mamy zamiar się na nią wybrać. Musimy pokonać ponad 400 metrów zjazdu, bardzo krętą i wąską ścieżką. Zajmuje nam to trochę czasu i wystawia nasze żołądki na dużą próbę. Miejsce jest magiczne: piękna kalanka zamknięta ciemno pomarańczowymi skałami po bokach z idealnie krystalicznie czystą wodą. Słońce chyliło się ku zachodowi. Nie skąpało się w wodzie, gdyż zniknęło z pola naszego widzenia za skałami. W zatoczce cumował jakiś mały jacht, który bardzo pięknie się komponował w tym pejzażu. Oj warto było, żyłować silnik, aby móc zobaczyć to wspaniałe miejsce.

Miejsce, chyba jedno z najciekawszych, najbardziej mistycznych, spokojnych jak dotąd na tym wyjeździe. Jak dla mnie numer jeden na mojej prywatnej liście, miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć na Korsyce.
Jutro opuszczamy Porto i jedziemy w stronę Corte .

