glowa maura Korsyka, 28.04 - 14.05. 2006

Dzień: [prolog] [I-II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI-XVII] [epilog]

Dzień 12. Corte, 09.05.2006

Dzisiaj postanowiliśmy zmienić miejsce naszego noclegu i po spakowaniu naszych gratów, uregulowaniu należności, wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy w stronę Corte.

Droga wiedzie przez bardzo malowniczy kanion. Na początku zatrzymujemy się w miejscu, gdzie rozpoczyna się szlak prowadzący przez Georges Spelunca. Miał to być krótki, przyjemny spacerek. Nie wiedzieliśmy jak długa jest ta trasa, lecz koniecznie chcieliśmy się nią przejść. Szlak przygotowany w sposób perfekcyjny: oznakowanie i co jakiś czas tabliczki z opisem miejsca, roślin czy zwierząt występujących w tym wąwozie. Widoczki też niczego sobie. Bardzo urozmaicona zieleń, dziwne drzewa, wszystko otoczone wspaniałymi szczytami. Pogoda nie rozpieszczała, było chłodno, lecz na szczęście nie padało. Niebo przez większość czasu było spowite chmurami.

Spelunca

Całość zajęła nam 2 godziny. Jak się później dowiedzieliśmy godzinę mniej niż przewidywany czas przejścia. Szlak kończył się w wiosce o nazwie Evisa.

Spelunca EvisaStahoo i Adaś poszli po samochody, a my poszliśmy znaleźć jakąś przyjemną knajpkę, aby móc zjeść coś tradycyjnego. Znaleźliśmy jedną bardzo przyjemną z odpowiednim klimatem, która serwowała crepes na słodko. Na nasze nieszczęście dzisiaj akurat nie było crepes więc musieliśmy poszukać jakiejś innej.

Znalazłem pierwszą z brzegu, która wyglądała bardzo obiecująco. Zamówiliśmy panini, czyli taką kanapkę opiekaną w tosterze. Dziewczyny zamówiły sobie jakąś z 3 różnymi serami, a ja postanowiłem kolejny raz spróbować tradycyjnej wersji, czyli zamówiłem panini - Le Corse: szynka korsykańska, ser korsykański i pomidory. Niestety to była największa porażka osobista tego wyjazdu. Najgorzej zainwestowane 4,5Euro w moim życiu. Wszystko okropnie śmierdzące i paskudne. Wziąłem kilka kęsów i pomimo, że byłem okropnie głodny to jakoś nie mogłem zjeść tego "czegoś" do końca. Zjadłem zaledwie ? i poddałem się!!!

Dojechali chłopaki samochodami i już teraz pojechaliśmy prosto do Corte. Tutaj zaczęła się kolejna zabawa w szukanie kampingu. Znaleźliśmy, jak dla mnie super miejsce: schronisko, z dala od miasta, o klimacie górskim, do tego ceny bardzo niskie. No niestety, dziewczyny stwierdziły, że im się nie podoba i niestety musieliśmy pojechać gdzieś dalej. Znaleźliśmy kamping z ładnymi łazienkami, lecz miejsce do rozbicia namiotu wyglądało jak tor dla buldożerów.

Corte - "miasto- symbol" niepodległościowych dążeń Korsykańczyków. Otoczone górami stanowi świetną bazę wypadową dla miłośników wspinaczek. Główną ulica jest pełen sklepów Cours Paoli. Nad miastem góruje Cytadela-której najwyższą część tzn. "zamek" wybudował w 1429 roku korsykański szlachcic. Od 1962- 1983 Cytadela była bazą Legii Cudzoziemskiej.

Miasteczko ma klimat: jest takie stare, rozwalone, oczywiście malutkie domki z drewnianymi okiennicami. Na szczycie góruje stary chrześcijański kościół, zaraz obok cytadeli.

Na głównej ulicy Cours Paoli jest mnóstwo knajpek, kafeterii i pubów, gdzie można zjeść, pobawić się i wypić. W jednej z nich zjedliśmy rewelacyjne crepes z nutellą, bananami i kokosem. Super naprawdę polecam.

Jutro mamy zamiar zobaczyć wodospady i zoo żółwi.

Poprzedni dzień Następny dzień