Korsyka, 28.04 - 14.05. 2006
Dzień: [prolog] [I-II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI-XVII] [epilog]
Dzień 13. Corte - wodospady, "żółwiowe zoo" 10.05.2006
Wstaliśmy i po szybkim śniadaniu jedziemy drogą N193 w stronę wodospadów. Pierwszy z nich to Cascade des Anglaise, lecz nie udało nam się go znaleźć za pierwszy podejściem. Jedziemy dalej i tak udało nam się zatrzymać przy drogowskazie mówiącym, że należy 10 minut iść tą ścieżką w celu zobaczenia Voile de la Mariée. Jest to jeden z ładniejszych i na pewno największych wodospadów jakie udało nam się zobaczyć na Korsyce. Pogoda super oraz ładne słońce jeszcze bardziej podkreślało niesamowity charakter tego miejsca.


Dalej pojechaliśmy drogą, aby w okolicach Vero zjechać do żółwiowego zoo.

Jest to takie małe zoo, w którym można oglądąć niesamowite żółwie z całego świata oraz oczywiście dwa gatunki żółwi występujących na Korsyce. Bardzo przyjemnie przygotowane pola dla wielu gadów. Można oglądać ich tu całe mnóstwo: wodne lądowe, żółtawe, duże, małe, kopulujące... od koloru do wyboru.

Muszę przyznać, że było to bardzo przyjemnie spędzone popołudnie. Teren nie jest za duży więc nie można było zmęczyć się, ani zanudzić. Generalnie dobrze zainwestowane 8 Euro.
W drodze powrotnej koniecznie chcieliśmy odnaleźć gdzieś minięty po drodze drugi wodospad, a właściwie kaskadę, a bardzo wdzięcznej nazwie Cascade des Anglaise. Zaparkowaliśmy samochody i poszliśmy za znakami. Minęliśmy mały mostek, gdzie zagubiła się nasza Gocha, a reszta ochoczo powędrowała dalej. Doszliśmy na miejsce po około 20 min. Spodziewaliśmy się wodospadu, lecz okazało się, że jest to piękna kaskada. Kilka fotek i powrót.
Stahoo chciał zrobić piękne zdjęcie swojej ukochanej żonie, więc skacząc niczym sarenka z kamienia na kamień w końcu wpadł do wody i był cały mokry. Ze zdziwioną miną wyszedł z wody czym prędzej, ściągnął swoje mokre portki, aby paradować w samych slipkach.
Na koniec dnia postanowiliśmy, że rozejrzymy się za terenem na dzień następny. Pojechaliśmy zobaczyć Gorge de Restonica, czyli piękna dolinę ze wspaniałymi warunkami na wspin. Gdzieś tam czytałem, że mają tu być przede wszystkim wielowyciągowe drogi, lecz z szutrowej drogi nie było tego widać. Tak czy tak robi wrażenie.
Dojechaliśmy aż do schroniska, które jest położone w cudownym miejscu, pośród gór. Aby móc wyjść z samochodu musieliśmy założyć polary i kurtki, a nawet długie spodnie bo strasznie wiało. Było czuć mocny chłód w oddali ośnieżone szczyty, a Stahoo mimo silnego wiatru biega z aparatem w ręku w samych slipkach i polarze - óżne są kółka zainteresowań.

Wieczorek spędziliśmy w bardzo przyjemnej restauracji, zaraz obok kościoła chrześcijańskiego w obrębie Cytadeli. Oczywiście nie omieszkałem wejść do świątyni. Załapałem się na mszę świętą. Kościół jak u nas, ludzie też - przewaga starszych pań, lecz bez moherowych beretów - widocznie u nas tylko taka moda 9.

