glowa maura Korsyka, 28.04 - 14.05. 2006

Dzień: [prolog] [I-II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI-XVII] [epilog]

Dzień 15. Droga do Bastii, 12.05.2006

Tak sobie rozmawialiśmy ze Stachem, czy nie dałoby rady zrobić jeszcze jednego kanionu. Dziewczyny pojechały by sobie na zwiedzanie a my we trójkę zrobilibyśmy jeszcze jeden. Pustynia Niestety Adaś nie bardzo chciał się zdecydować i stanęło na tym, że poczekaliśmy aż nasze rzeczy wyschną, żeby można było je zapakować do samochodów.

Spakowaliśmy wszystkie nasze graty i pojechaliśmy do marketu na ostatnie zakupy. Każdy nabył kilka flaszek wina, jakieś jedzenie, piwo i inne "pamiątki". Postanowiliśmy zobaczyć po drodze korsykańską pustynie - Desert des Agriates. Nie była ona opisana w żadnym przewodniku - już teraz wiem czemu. Po pierwsze nie wygląda jak typowa pustynia, a nawet nie jest choć trochę do niej podobna. Całość to małe krzaki i inne zarośla - generalnie teren pagórkowaty, lecz nic ciekawego. Rozczarowałem się tym widokiem, chyba po raz pierwszy na Korsyce.

St. Florent Dojechaliśmy do małego miasteczka St. Florent. Miasteczko bardzo malownicze, z ładnymi uliczkami i portem. Przerwa na pamiątki i bieganie po okolicy z aparatem. Postanowiliśmy, że udamy się do Bastii w celu zakupienia biletów dzień wcześniej, gdyż wychodzi to dużo taniej.

W porcie okazało się, że Moby nie pływa rano, lecz dopiero o 15. Niestety konkurencja w postaci Corsica Ferries była zamknięta aż do godz. 18. Nie pozostaje nic innego jak wsiąść w samochód i zwiedzić Cap Corse.

Cap Corse Chcemy zrobić cały półwysep dookoła. Zaczynamy naszą podróż drogą po zachodniej części. Trasa biegnie wzdłuż wybrzeża. Plaże zmieniają się z kilometra na kilometr: od piaszczystych, po kamieniste, ciemne, wręcz czarne plaże, to znów białe, żółte: generalnie od koloru do wyboru. Cały czas szukamy miejsca na "dziki" nocleg. Pogoda bardzo przyjemna i widoki niczego sobie. Bardzo dużo po drodze znajduje się takich małych ruin baszt. Wygląda to bardzo ciekawie.

Bastia Na samym cyplu Cap Corse znajduje się jakaś restauracyjka w kształcie wiatraka, z której rozpościera się niesamowity widok na małe wysepki. Druga strona półwyspu jest całkiem inna, bardziej zadrzewiona i nie ma plaż. Po drodze mijamy starą fabrykę czy coś w tym guście, azbestu!?!

Wróciliśmy do Bastii i okazało się, że nie ma już tanich biletów na poranny rejs. Mieliśmy dwa wyjścia:

  1. jechać o 9:00 co wiązało się z kosztami rzędu 150 Euro za samochód + 3 osoby
  2. jechać o 13:30 za cenę 88 Euro za samochód + 3 osoby

Oczywiście wybraliśmy tańszy wariant. Nikomu przecież aż tak mocno nie spieszy się ...

Teraz szukamy odpowiedniego miejsca na nocleg, co nie jest łatwą sprawą. Koniec końców udało nam się zamelinować w idealnym miejscu: plaża, malutka wydma, na delikatnym piaseczku, z widokiem na Bastię.

Już spokojnie można wyciągnąć sobie nogi na karimacie i zabrać się za jedzenie i picie. Wywiązała się mała impreza: parę piwek i wino. Rozmowy o znajomych, o życiu, o fotografii o niczym. Tak czy tak każdy pełen wrażeń powoli zaczyna szukać wejścia do śpiwora. Żaneta koniecznie chciała pójść na romantyczny spacer z Adasiem i jakoś tak stłukła sobie okulary 9.

Najwyższy czas spać!

Poprzedni dzień Następny dzień