Korsyka, 28.04 - 14.05. 2006
Dzień: [prolog] [I-II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI-XVII] [epilog]
Dzień 9. Porto,06.05.2006
Droga z Bonifacio do Porto zajęła nam dużo czasu. Tak czy tak warto wybierać widokowe drogi, bo widoki zapierają dech w piersiach.
Jedną z chyba najbardziej malowniczych tras jest droga pomiędzy Pianą a Porto, czyli Calanches de Piana. Piękne zatoczki, czerwone skały, niczym Red Rock Country w Arizonie. Zatrzymaliśmy się, aby móc porobić foty i nacieszyć się widokiem. Nie byliśmy odosobnieni w takiej decyzji. Nawet autokary wycieczkowe zatrzymywały się, aby turyści mogli podziwiać choć przez chwile te pejzaże.
Pojechaliśmy dalej, aby poszukać jakiegoś campingu. Oczywiście nasze poszukiwania nie mogły skończyć się szybko. Był jeden fajny za 7,5 Euro/os lecz coś nie wszystkim się spodobał no i musieliśmy jechać dalej. Kolejny to późne lata 60-te XX w, czas "dzieci kwiaty", "Drugs, Sex & Rock'n'Roll", lecz chyba jak dla nas zbyt mocno wyzwolony lub po prostu zamknięty. Ciężko stwierdzić. Na szczęście 3 godziny później znaleźliśmy luxusowy, z basenem, siłownią i wszystkimi wygodami. Oczywiście był za drogi, lecz okazało się, że są zniżki dla polaków i tak zapłaciliśmy tylko 7Euro/os.
Wieczorem poszliśmy na spacer do portu, który jest malowniczo położony, lecz niestety nieoświetlony. No cóż nie można mieć wszystkiego. Mnóstwo restauracji i miejsc gdzie można cos zjeść lub napić się. Jutro za pewne tu zawitamy.

