Tajlandia, 2-27 września 2007

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII-XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [porady]

Dzień 11. Kanczanaburi: most na rzece Kwai

Thailand - photos by keda

W drodze prawie cały czas spaliśmy, a później zagadnął do nas jakiś sympatyczny staruszek i koniecznie chciał rozmawiać o Polsce. Nawet trochę o niej wiedział, geografia, historia..

Dojechaliśmy na miejsce i powtórka z rozrywki, czyli trzeba wytargować tani transport do guest house. Pojechaliśmy najpierw do Pong Pheng, pokoiki ładne, czyste, schludne i nie drogie, lecz nie na wodzie. Koniecznie chcieliśmy wynająć sobie pokoik na tratwie. Odwiedziliśmy Suger Cane i tutaj zostaliśmy w pokoiku za 300THB/noc. Pokoik nie za duży, lecz wielkie łóżko, 2 wentylatory, łazieneczka z pięknym widokiem na rzekę. Okazało się, że niestety pod prysznicem zepsuł się kurek i do dyspozycji mamy tylko ciepłą wodę, co przy 35 stopniowej temperaturze na zewnątrz, nie jest oznaką luksusu.

Zjedliśmy późne śniadanie w naszym guest house, dobre i tanio i wybraliśmy się na zwiedzanie. W pobliskiej aptece wypożyczyliśmy 2 rowery (30THB/rower) i pojechaliśmy w stronę jednego z największych miejsc pamięci, gdzie nawet tajscy turyści przyjeżdżają, a mianowicie most na rzece Kwai.

Thailand - photos by keda

Gdyby nie znało się historii powstawania tego mostu, okoliczności, w jakich był budowany oraz statystyk ilości osób, jakie zginęły w trakcie jego powstawania to byłby to most, jakich wiele. Jednak czuje się taką odmienność tego miejsca.

Zaraz obok jest jedno z tutejszych muzeów a mianowicie "Muzeum II-giej wojny Światowej". Trzeba przyznać, że jest całkiem spore i mieści dosyć dużo eksponatów, zdjęć, planów map itd., lecz nie wiem czy zmęczenie całonocną podróżą czy generalna niechęć do takich miejsc wpłynęła na mój negatywny odbiór wystawy.

Thailand - photos by keda

Pojechaliśmy zobaczyć także okolicę Kanczanaburi, zahaczając o cmentarz Chungkai (pochowano tutaj 1750 jeńców wojennych). Okolica bardzo malownicza, spokojna. Warto wybrać się na przejażdżkę rowerem. Zobaczyliśmy także cmentarz i tutaj nie wiem, jaki to był dokładnie, czy buddyjski, czy chiński, tak czy tak wyglądał bardzo ciekawie i kompletnie inaczej niż inne.

Wieczorem udaliśmy się jeszcze raz w okolice mostu, aby rozkoszować się zachodem słońca. Niestety nie był jakiś wyjątkowy.

Wieczorem oczywiście kolejny rozdział przewodnika, aby ustalić, co trzeba zrobić, żeby dojechać do "Pływających Marketów".

Poprzedni dzień Następny dzień