Tajlandia, 2-27 września 2007
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII-XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [porady]
Dzień 14. Ko Samui
Cała noc przespana, troszkę połamani od tej podróży dotarliśmy do przystani Don Sak koło godz. 7:00 i 90 minut później byliśmy już na wyspie Ko Samui.

Oczywiście na samej przystani jeszcze troszkę zaspani i zdezorientowani, co się dzieje zaatakował nas taksówkarz. Chciał koniecznie nas zawieźć do jakiegoś hotelu. Okazało się, że nasz autobus jedzie na dworzec autobusowy na wyspie, więc grzecznie podziękowaliśmy i wsiedliśmy do naszego środku lokomocji.
Stamtąd załapaliśmy się na songweja (50THB/os) trochę drogo, lecz co zrobić i pojechaliśmy w okolice plaży Hat Maanam (wioska Ban Maanam), czyli miejsca gdzie jest mniej turystów, mniejsza plaża i tańsze noclegi, czyli takie trochę mniej turystyczne, miejsce, gdzie jak pisze przewodnik "Życie nie kończy się na turystyce".
Obraliśmy kilka miejsc, gdzie chcieliśmy przenocować, lecz jak się okazało teren jest dosyć mocno rozległy i tak łatwo nie jest trafić tam gdzie się chce. Weszliśmy w pierwszą z brzegu uliczek, które prowadziły do morza. Po drodze widzieliśmy kilka miejsc noclegowych, lecz nie przy samej wodzie, a naszym celem było znaleźć przyjemnego bungalowa nad samym morzem za rozsądną cenę. I tak się stało -> Shangrilah Bungalow. Domki nad samym morzem, do tego duży wybór, od dużych klimatyzowanych po małe z wentylatorami. My wzięliśmy sobie średni z wentylatorem za 300THB/noc, czyli całkiem rozsądnie biorąc pod uwagę, że do plaży dzieliło nas 15 metrów.

Do tego mało ludzi, a na plaży dosłownie 2 pary no i ten widok.... Szkoda gadać.
Szybkie śniadanie w tutejszym barze, całkiem dobre jedzenie i na plażę. Miejsca całkiem sporo, dookoła rosną palmy, mało ludzi, piękny widok na wyspę Ko Pha Ngan. Słońce cały czas chowało się za chmurkami, lecz gorąco jak cholera, a do tego woda. Piękny błękitny kolorek a temperatura -> no cóż termometru nie miałem, lecz plus minus taka chłodna zupa. Nasz Bałtyk jest chyba 5-cio krotnie zimniejszy.
Wydawało nam się trochę dziwne, że szczątkowe ilości osób na plaży leżą pod palmami, a my spragnieni słońca rozłożyliśmy się jak na patelni. Po trzech godzinach już wiedziałem, o co chodzi. Pomimo filtru 10 i słońca za chmurami czuliśmy się jak kurczaki w piekarniku, i w sumie tak wyglądaliśmy. Zjarani na maxa.
Wieczorem spacer po wiosce, poszukiwanie Internetu. Znaleźliśmy fajne miejsce, oczywiście klimatyzowane, skórzane foteliki i każdy korzystający z dobrodziejstw techniki otrzymuje wodę do picia, a ceny jak wszędzie 30THB/30 min.
Po powrocie do bungalowa zaczęło coś niedobrego dziać się z naszą skórą. Noc będzie ciężka. Prysznic sprawiał ból. No cóż za głupotę trzeba płacić.

