Tajlandia, 2-27 września 2007

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII-XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [porady]

Dzień 22. Bangkok: Chinatown

Dzisiaj mieliśmy w planach zobaczyć Chinatown w Bangkoku. Można wybrać się tam autobusem, lecz po prawie godzinnym czekaniu na przystanku autobusowym doszliśmy do wniosku, że przecież nie jest to tak daleko i można przejść się piechotą. Doszliśmy do miejsca tzw. Giant Swing, czyli Wielka Huśtawka, która jeszcze niedawno była używana, lecz po kolejnych wypadkach śmiertelnych zakazano rozgrywania konkursów i czczenia bramińskiej tradycji.

Niedaleko, tego miejsca znajduje się Wat Suthat (20THB/os). Bardzo ładna świątynia, z dużą ilością figurek i postaci chińskiego pochodzenia. Spoczywa w nim medytujący Budda Phra Sri Sakjamuni.

Thailand - photos by keda

Thailand - photos by keda

Teraz już udaliśmy się prosto na teren Chinatown. Ciekawe ulice, wystrojone sklepy, specyficzny klimat, mnóstwo jedzenia na ulicach. Spodziewaliśmy się także bazarów ze specyficznymi pamiątkami, lecz niczego takiego nie spotkaliśmy. Naszym głównym celem było o oczywiście dotarcie do Wat Traimit, w którym schowany jest szczerozłoty posąg Buddy.

Powiem tak, weszliśmy na teren świątyni i od razu do pierwszej budowli. Posąg Buddy wyglądał tak sobie. Może i jest złoty, lecz nic szczególnego w porównaniu z innymi atrakcjami. Siedział tam mnich i błogosławił ludzi oraz wręczał im bransoletki. Mówię sobie fajna sprawa, więc zagaduję jednego, Taja, który podziwiał wnętrze zaraz obok mnie, a który był już po błogosławieniu i rozmawiam, aby dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Generalnie roztłumaczył mi, że to wszystko na szczęście, i że jak chcemy to też możemy zostać pobłogosławieni, lecz zwrócił uwagę, aby Aga przypadkiem nie dotknęła mnicha (zasada w buddyzmie, ze kobiety nie mogą dotykać mnichów).

Dostaliśmy trochę kiczowate, lecz ładne bransoletki i wycofujemy się. Chciałem upewnić się jeszcze, że dobrze trafiliśmy do Złotego Buddy. I tutaj facet wyprowadził nas z błędu. Okazało się, że to, co chcieliśmy zobaczyć jest w świątyni zaraz za tą. Uff całe szczęście, że jest mnie wszędzie pełno i zawsze muszę się o coś pytać. Facet trochę śmiał się z nas i innych turystów, bo mówił, że bardzo wielu dochodzi właśnie do tej pierwszej budowli i wraca sądząc, że widzieli to, co chcieli.

Thailand - photos by keda

Thailand - photos by keda

Przed wejściem kupiliśmy bileciki (20THB/os) i wchodzimy do takiego malutkiego budynku (malutkiego w porównaniu z innymi odwiedzonymi świątyniami). Nie ma kamer, nie ma strażników, nikt nic nie pilnuje, a tutaj przed nami ukazuje się ponad 3 metrowy posąg ważący ponad 5,5 tony cały odlany ze szczerozłotego kruszcu. Teraz to od razu widać różnice pomiędzy tym posągiem w wszystkimi innymi, jamie mieliśmy okazję podziwiać. Tutaj wszystko lśni i błyszczy. Historia Złotego Buddy jak zwykle jest banalna. Przez przypadek w 1955 roku w trakcie transportu tekowej figury z Sukhotai, gdzieś coś się stłukło i odkryto, że pod tekową osłoną znajduje się złoto. Wartość samego kruszcu to około 10 mln dolarów bez strażników. Pomyślałby kto?

Planowo mieliśmy wracać rzeką, lecz ciężko nam szło szukanie gdzie można złapać tramwaj wodny, więc pojechaliśmy autobusem.

Thailand - photos by keda

Wieczorem z racji, że to nasza rocznica postanowiliśmy pojechać do Siam Center, a dokładniej do restauracji Fuji na sushi. Aga zamówiła porcje na 2 osoby, a ja jako, że nie lubię niczego, co nie jest zagotowane lub zasmażone na śmierć wziąłem sobie łososia. Strasznie się najedliśmy, moja żonka nawet nie dała rady zjeść wszystkiego - wcale się nie dziwię.

Samo centrum handlowe jest ogromne i co tu dużo pisać cholernie drogie. Składa się z kilku pięter i chyba kilku budynków, bo przechodząc z jednego do drugiego nie mam pojęcia czy to jeszcze to centrum czy już następne. Na pierwszym piętrze same salony samochodowe i to, jakie: Maserami, Ferrari, Lamborghini, Porsche, BMW, Aston Martin i można jeszcze wymieniać. Kolejny poziom to projektanci mody: Gucci, Channel, Armani, Dior itd. O ile tutaj w centrum można kupić oczywiście oryginalne produkty za niebotyczne ceny, o tyle na Patpong i generalnie na ulicach kupujemy "tą samą" torebkę czasami kilkadziesiąt razy tańszą. Tak czy tak robi wrażenie. Powiem więcej, robi większe wrażenie niż Rockefeller Center w Nowym Jorku, większy przepych, wyższe ceny, generalnie wszystko większe.

Powrót jak zwykle komunikacją miejską - jakie to tanie i proste, a jeszcze jak się trafi na klimatyzowany autobus. Nie pisałem, ale w Bangkoku jest tak, że daną trasą jeżdżą 2 rodzaje autobusów: klimatyzowane i z wiatrakami. Różnią się ceną (chyba o 5THB) i numerkiem, ale trasa dokładnie ta sama.

Poprzedni dzień Następny dzień