Maroko, 17-27 stycznia 2008

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X]

Dzień 2. Droga Marrakesz - dolina Dades

Wczoraj ustaliliśmy, że śniadanko będzie na 9:00. Zostało podane na tarasie naszego hotelu: kawa, herbata (okropnie słodka) bagietki, masło oraz dżem. Widocznie tak się tutaj je.

Po skonsumowaniu wszystkiego, co nam przyniosła pani trzeba iść w miasto, aby znaleźć środek transportu na najbliższy tydzień. Postanowiliśmy, że przy 10 osobowej grupie, zwłaszcza czasami tak niezdecydowanej jak nasza, oraz biorąc pod uwagę krótki termin, jaki mamy do dyspozycji to nie możemy sobie pozwolić na marnowanie czasu na poszukiwanie kolejnych taksówek, pociągów, autobusów czy jeszcze innych mobilnych cudów techniki. Zatem było wiadomo, że musimy iść do agencji wypożyczającej samochody.

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Według naszego przewodnika (Pascal - Maroko, wyd. 2006) musimy udać się na ulicę, aleję Avenu Mohammed V, gdyż przy niej znajduje się najwięcej wypożyczalni samochodów. Mijamy Kutubiję (tutaj wrócimy na pewno), pasmo murów obronnych, mijamy kolejne ronda skrzyżowania.

Tutaj musze wspomnieć o tym jak oni jeżdżą. Właściwie nie mam pojęcia, jakim cudem nie dochodzi na każdym skrzyżowaniu do wypadków, co 5 min. Każdy, jak tylko może wciska się wszędzie, do tego mnóstwo małych środków lokomocji: rowery, motorowery, motory pędzących między samochodami, ciężarówkami, autobusami i osiołkami. Wygląda to koszmarnie, lecz jak widać dają rady. Do tego przechodząc przez ulicę trzeba mieć oczy dookoła głowy, aby wybrać odpowiedni moment na pokonanie jezdni.

Jako, że aleja Mohammeda V jest dosyć długa troszkę się zmęczyliśmy. Znaleźliśmy pierwszą wypożyczalnie First Car. Pani po angielsku ani słowa, my po francusku ani słowa, ale po dłuższej chwili dogadaliśmy się, o co chodzi. W ofercie tej wypożyczalni były tylko małe samochody, lecz pani zadzwoniła gdzieś, gdzie podobno jest duży samochód.

Po kilku minutach pojawił się młody facet (oczywiście niemówiący po angielsku) z torbą na laptopa, w której nosił kartki papieru i udało nam się ustalić, że ma samochód marki Ford, który pomieści 10 osób do tego, będzie kierowca, ubezpieczenie, paliwo, czyli generalnie wszystko za 1700MAD/ dzień.

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

I bądź tu mądry w kraju, w którym jesteś od kilku godzin, czy to dużo czy mało. Wychodzi na to, że 11900 MAD za tydzień, co biorąc pod uwagę, ceny 2 samochodów osobowych to wychodzi nawet taniej, zatem stargowaliśmy do równego rachunku, czyli 11000 MAD za całość, czyli 7 dni jeżdżenia, mniej więcej określoną trasą ze wszystkim.

Przyjechał kierowca: samochód to taki bus Forda, widać, że całkiem nowy, lecz sądziliśmy, że kierowcą będzie Berber lub Nomad, owinięty w jalabę i turban na głowie, a tu facet w koszuli, okulary przeciwsłoneczne, odwalony jakby wybierał się na imprezę. Ma na imię Mustafa i nie gada ani trochę po angielsku. Mówi się trudno.

Jeszcze szybka herbatka, po dokonaniu targu i próba dogadania się z płatnością. Facet oczywiście chciał, abyśmy zapłacili za całość z góry, my natomiast, że się boimy, on niby, że też, więc ustaliliśmy satysfakcjonujące rozwiązanie dla nas i niego, czyli 6000 MAD teraz, a reszta po powrocie. Jedziemy do naszego hoteliku, mając nadzieję, że dziewczyny są już spakowane. Umówiliśmy się z kierowcą, że za 30 minut będziemy w tym miejscu, kupujemy trochę chleba, zgrzewkę wody, pepsi przychodzimy na umówione miejsce, chwila niepewności czy aby pojawi się i jedziemy na podbój Maroko, czyli przez Atlas Wysoki do doliny Dades.

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Droga bardzo kręta, nawierzchnia ok, widoki zza okna busa rewelacja. Musimy przejechać przez przełęcz Tiszka (Tizi n'Tiszka 2260 m. n.p.m.) - widoki jeszcze ciekawsze, droga staje się jeszcze bardziej kręta, a Mustafa ma ciężką nogę.

Po drodze, w okolicach oazy Skura, chcemy zobaczyć opisaną w przewodniku wspaniałą kazbę Amerhidl, która jest podobno tak pięknie zdobiona i tak znana, że umieścili ją na banknocie 50 MAD. Niestety nawet tubylcy nie mają pojęcia, o co nam chodzi. Tłumaczymy, pokazujemy w przewodniku, na mapie, wreszcie na banknocie i wtedy dzięki naszemu kierowcy udaje nam się dotrzeć na miejsce.

Niestety jesteśmy troszkę za późno, gdyż zachód słońca zaczął się jakieś 10 min temu, ale budowla jest, co najmniej warta zachodu. Wszystko zrobione jest ze słomy i błotno-glinianych pise i jeszcze czegoś. Chodząc po niej miało się wrażenie, że zaraz rozpadnie się. Kazba i ksary są bardzo charakterystycznymi budowlami Maroka. Budowle podobno cały czas trzeba naprawiać i dbać o nie, bo inaczej ulegną naturalnej destrukcji. Były to po prostu ufortyfikowane wsie, służące do obrony. Podobno w latach wojen jedną z metod zdobycia murów obronnych było wykorzystanie strumienia wody, który był kierowany na mury i najeźdźca musiał tylko poczekać, aż fundamenty ulegną zniszczeniu.

Jako, że jest już po zachodzie słońca, a my nadal jedziemy, wybraliśmy miejsce na nocleg w przewodniku: Hotel la Gazele du Dades. Pokazaliśmy tą nazwę kierowcy, zaraz zadzwonił i już wiedział gdzie musi dzisiaj dojechać.

Na miejscu okazało się, że chyba całkiem nieźle trafiliśmy. Mieliśmy zamiar spać na tarasie -> widok piękny (20 MAD/os). Obsługa pokazała nam jeszcze kilka pokoi i to, co najważniejsze wielki pokój, a tak naprawdę jadalnie wyłożoną dywanami, poduszkami, zdobionymi ścianami z kominkiem. Pomysł nam od razu się spodobał i wytargowaliśmy nocleg, kolację i śniadania za 80 MAD/os.

Nie mogliśmy się doczekać tego jedzenia, byliśmy bardzo głodni. Przynieśli nam chleb oraz danie tadżin. Tak naprawdę wszystko, co jest gotowane w naczyniu tadżin, czyli duży ceramiczny talerz z przykrywką w kształcie stożka nosi właśnie taką nazwę i odmian jest mnóstwo. My mieliśmy warzywa: marchewka, cebula, ziemniaki, wszystko drobno pokrojone z kawałkami kurczaka. Generalnie bardzo dobre i ilość tez zadowalająca. Po kolacji oczywiście nastąpiła herbata oraz przyszła ekipa, w jalabach aby pograć nam na bębnach i umilić wieczór.

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Impreza trwała do późnych godzin rannych: były tańce, granie na bębnach, berberskie śpiewy, granie na bębnach, sztuczki karciane, zagadki logiczne, i granie na bębnach. Wszystko w fajnym klimacie. Na początku Berberów było tylko kilku, a później dochodzili kolejni.

Jak opowiadał jeden z nich to Berberowie generalnie żyją/żyli ze sztuczek i zagadek, więc jeśli chcecie się dobrze przygotować na wyjazd do Maroko warto przypomnieć sobie trochę zagadek logicznych lub sztuczek karcianych, bo są naprawdę w tym nieźli i ogrywają turystów jak chcą. Coś około 4:00 nad ranem poszliśmy spać

Poprzedni dzień Następny dzień