Maroko, 17-27 stycznia 2008

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X]

Dzień 7. Zwiedzanie doliny Dara - przejazd do doliny Urika

Jak zwykle pobudka rano, pakowanie gratów i śniadanko na tarasie. Teraz możemy docenić lokalizacje naszego noclegu: roztacza się wspaniały widok na gaj palmowy. Wygląda to bardzo ciekawie, zielony pas drzew ciągnie się wzdłuż koryta rzeki, a dookoła brązowe skały. Piękne kontrasty.

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Dzisiaj trafił się pierwszy dzień, gdzie na niebie pojawiły się chmurki, co wpłynęło bardzo pozytywnie na zdjęcia. Jedziemy zobaczyć dolinę Dara. Mijamy kolejne kilometry, zatrzymujemy się w pobliżu jednego mostu nad rzeką. Tym razem w korycie jest woda, kupujemy daktyle od lokalnego handlarza (bardzo słodkie, ale smaczne) i jedziemy dalej.

Ciężko opisać widoki: piękne błękitne niebo, idealnie białe chmury, soczysta zieleń palm oraz brązowo żółte poukładane w dziwne formacje góry. To trzeba zobaczyć, bo słowa nie oddają tego, co można dostrzec oczami - naprawdę warto.

Zatrzymujemy się w kolejnym miejscu, aby zapełnić kolejnymi mb kartę pamięci, i zaraz pojawia się facet z wężem w skrzynce. Za drobną opłatę (10MAD) fotografuje się ochoczo z nami. Zbliżamy się do Ait Benhaddu, czyli miejsca gdzie było kręconych kilka znanych filmów np. "Jezus z Nazaretu" Czas na obiad. Wybieramy pierwsza z brzegu restauracyjkę, a właściwie zgadzamy się na propozycje Mustafy.

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Jedzenie całkiem smaczne, do tego zjedliśmy na tarasie z pięknym widokiem na otaczające nas miasteczko. Ciekawe czy jest gdzieś tutaj restauracja bądź hotel, z brzydkim widokiem z tarasu? Chyba nie.

Plan był taki, aby udać się do Marrakeszu i tam spędzić te noc, lecz Mustafa zaproponował, że może nas zawieźć do pięknej doliny Urika. Jako, że nie mieliśmy sprecyzowanych planów daliśmy się namówić.

Zrobiło się już ciemno, w przewodniku nie było, żadnych rozsądnych propozycji odnośnie noclegu, ale Mustafa mówił, że nie ma sprawy on wie gdzie jedzie.

Zatrzymaliśmy się gdzieś przy sklepie, gdzie nasz kierowca przywitał się bardzo czule z jednym z facetów. Tutaj chyba maja taki zwyczaj, że mężczyźni całują się i chodzą za rączkę. Chłopak wsiadł na motor i pilotował nas do miejsca noclegu. Podjechaliśmy pod dużą drewnianą piękną bramę. Otworzyli ją i ukazał się wspaniały ośrodek z małymi domkami w ogrodzie, wszystko bardzo zadbane i ładnie oświetlone. Nie wyglądało na nasza kieszeń, lecz jak już przyjechaliśmy to musieliśmy oglądnąć.

Maroko 2008 photos by Łukasz Kęda Kedzierski

Domek składał się z dużej sypialni, pokoju dziennego, oczywiście klimatyzacja, kominek, telewizor, urządzona kuchnia, duża łazienka. Wszystko pięknie, ale nie na naszą kieszeń. Pomimo długiego targowania się Mustafy z kolegami, nie udało się nic wskórać i pojechaliśmy dalej.

Tym razem wylądowaliśmy w normalnym marokańskim mieszkaniu w bloku: 3 sypialnie, pokój dzienny, łazienka i kuchnia. Całość była jeszcze chyba w trakcie wykańczania. W sumie warunki całkiem niezłe, lecz trochę zaskoczyła nas ta sytuacja, tym bardziej, że w tym miejscu mieszkało dwóch chłopaków (jeden z nich pokazywał nam wcześniejszą ofertę), szybko pozbierali swoje rzeczy i mieszkanie było nasze. Cena to 120MAD/os oraz Mustafa obiecał, że sam zrobi nam śniadanie. Jak widać różne sytuacje się zdarzają?

Wieczorem jeszcze wspólne planowanie kolejnego dnia, kąpiel i spać. W tym miejscu trzeba wspomnieć o łazience: brodzik do prysznica oraz umywalka, była zrobiona z kamienia, który występował na pustyni w okolicach Erg Chebbi, czyli koloru czarnego a w środku białe skamieliny zwierząt, pozostałości kości. Chciałbym mieć coś takiego w domu.

Poprzedni dzień Następny dzień