Maroko, 17-27 stycznia 2008
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X]
Dzień 9. Marrakesz - włóczęga po mieście
Plan był prosty: włóczęga po mieście, zobaczenie najciekawszych jego zakamarków. Postanowiliśmy zacząć od minaretu Kutubiji tzn. budowla z prawie 70 metrowa wieża, która widać praktycznie z każdego miejsca w Marrakeszu. Dalej postanowiliśmy przejść się wzdłuż murów obronnych starego miasta zahaczając o grobowce Sadytów (wstęp 15MAD/os). Niestety była akurat przerwa, więc udaliśmy się zobaczyć ogrody. Nie wiem jak to zrobiliśmy, ale nie udało nam się do nich dotrzeć, tzn. byliśmy od zewnątrz, ale za cholerę nie mogliśmy znaleźć miejsca, gdzie można by wejść do środka. Trudno. Odpoczynek w przydrożnym barze gasząc pragnienie świeżym sokiem z pomarańczy.
|
|
Nadszedł czas otwarcia grobowców. Bardzo ciekawe miejsce, takie spokojne, niezbyt duża ilość turystów. Wszystko pięknie i bogato zdobione. Warto poświecić trochę czasu, aby odwiedzić to miejsce.
|
|
|
Zobaczyliśmy jeszcze Palai El-Badi (15MAD/os + 10MAD/os za minbar). Duży kompleks ruin pałacu, gdzie przesiaduje bardzo dużo bocianów, pewnie z Polski ?. Jak pisze przewodnik całe bogactwo tego miejsca zostało zrabowane przez sułtana Mulaj Ismail przez okres 10 lat. Ciekawe otoczenie, sadzawki, stawy wysoka zabudowa, kiedyś w latach świetności musiało robić ogromne wrażenie.
|
|
|
Przy wejściu zrobiliśmy dopłatę do biletu, aby móc wejść do pomieszczenia gdzie znajdował się minbar, czyli najbardziej cenione na świecie dzieło islamskiej sztuki. Jest to bardzo bogato zdobiona ambona.
|
|
Powoli mieliśmy dość tego włóczenia się po mieście, lecz chcieliśmy dotrzeć na koniec do medresy Alego Ben Jusafa (20 MAD), czyli słynnej koranicznej szkoły. Chcieliśmy pojechać dorożką, lecz nikt nas nie chciał zabrać, taksówki, także nie można było znaleźć, więc poszliśmy na mocno zmęczonych nogach. Okazało się, że było to dużo bliżej niż nam się wydawało - około 10 min marszu.
|
|
Sam obiekt jest godny uwagi. Tak misternie wykonanych, z wielka precyzja ozdób to chyba nie widziałem jeszcze nigdzie. Po środku tej budowli jest wielki dziedziniec z sadzawka. Na piętrach znajdują się małe cele dla studentów, całość robi ogromne wrażenie.
|
|
Jak już znaleźliśmy się w tej części miasta, czyli w pobliżu suk, zatem nie sposób było ominąć tysiące sklepików straganów i miejsc gdzie handlują prawie wszystkim. Wiklinowe zakupy, oczywiście nie możemy zapomnieć o ostrym targowaniu się. Krótki przykład: chcieliśmy kupić koszyk na owoce wielkości dużego talerza. Pytamy ile a facet mówi, że 600 MAD, prawie się przewróciłem z wrażenia, bo zakładałem zapłacić maksymalnie 20 MAD. Zatem od razu wycofuje się oddaje koszyk i odchodzę i cena nagle drastycznie spada. Koniec końców po 20 minutach kupuje za 20MAD. Pisze to tylko po to, aby uświadomić wam jak często możemy stać się ofiarą naciągnięcia, lub pomylenia z Anglikami bądź Niemcami, którzy swobodnie kupiliby pewnie ten towar za 300MAD ciesząc się, że zbili cenę o połowę.
|
|
Kolacja oczywiście na placu, i wieczorne rozmowy na dachu naszego hoteliku, z pięknym widokiem na cały Marrakesz. Szkoda, że to ostatnia noc w tym wspaniałym mieście.

















