![]() |
Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV-XVI] [porady]
Dzień 15-16 droga powrotna do Wrocławia
Przed wyjazdem postanowiliśmy zrobić małe zakupy wspinaczkowe, tzn. moja stare saltici nie nadają się do niczego, a być w Arco i nic sobie nie przywieźć to grzech. Niestety wszystkie sklepy punktualnie o 12:00 zostały zamknięte, a że spóźniliśmy się to gdzieś trzeba przeczekać sjestę. W centrum Arco była wystawa ogrodnicza, więc poszliśmy podziwiać okazy roślin.
Po owocnych zakupach kwiatków w końcu sklepy zostały otwarte i kupiłem buty. Teraz nie pozostaje nam nic innego jak wracać do domu.
Nie ma sensu chyba opisywać, kolejnych kilometrów, kolejnych tankować. Warto jednak wspomnieć, o dużej uczynności jednego chłopaka, który pracował na stacji benzynowej tuz przed wjazdem na przełęcz Brennera.
![]() |
![]() |
Najbliższy zjazd w prawo, aby wjechać na przełęcz i nagle coś walnęło o ziemię. Chwilę później okazało się, że to u nas. Zatrzymuje się, awaryjne i wysiadam. No tak rura wydechowa leży na ziemi. Nieźle. Nie pozostało mi nic innego jak spróbować wycofać te kilkadziesiąt metrów, na taką mała łąkę (szczęśliwie tam była). Na poboczu okazuje się, że nic nie zdziałam, nie potrafię na moim lewarku tak wysoko podnieść samochodu, żeby móc wejść pod niego i zobaczyć, co tak naprawdę się stało.
Kolejne kilkadziesiąt metrów (tym razem bliżej 100) jest stacja benzynowa, zatem powolutku polną drogą jadę uderzając cały czas rurą wydechową o podłoże. Wjechałem na krawężnik jednym kołem, ręczny, bieg, podstawione pod resztę kół jakieś opony, karimata i daję nura pod spód.
Okazało się, że środkowy tłumik wypadł z końcowego (teraz w momencie, gdy piszę te słowa przynajmniej wiem jak się te części nazywają). No nic myślę sobie, że po prostu to włożę do środka i będę próbował czymś związać. No właśnie, czym... następnym razem będę mądrzejszy i wezmę ze sobą komplet podstawowych kluczy oraz trochę sznurka kleju itd.
Na stacji był tylko jeden młody chłopak, lecz całe szczęście mówił po angielsku i był bardzo skory do pomocy. Znaleźliśmy gdzieś sznurek od snopowiązałki. Dzięki niemu udało mi się wszystko związać do kupy i dojechać szczęśliwie do Wrocławia. Oczywiście zatrzymywaliśmy się, co jakieś 200 km, aby sprawdzić, czy przypadkiem sznurek nie przetopił się, lecz zrobiłem tyle oplotów, że nie miał prawa.




