![]() |
Dzień: [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV-XVI] [porady]
Dzień 7. Val'd'Orcia
Dzisiejszy dzień to włóczęga przez chyba wszystkie drogi tej malowniczej krainy. Nigdzie nam się nie spieszyło, zatem co kilka kilometrów postój i włóczenie się ze statywem i aparatem, co by utrwalić, co ciekawsze krajobrazy.
Po drodze wjechaliśmy na trochę do malutkiego miasteczka Montelcino, które słynie z wybornego wina Brunello. Sama mieścina wygląda jak większość tych malutkich, pięknie położonych małych skupisk domostw Toskanii.
![]() |
![]() |
![]() |
Niedaleko, bo zaledwie 10 km znajduje się klasztor Sant'Antimo. Bardzo charakterystyczne miejsce Toskanii, znajduje się na większości pocztówek. Wewnątrz budowli panuje swoisty klimat, grube mury i drewniany dach, a na środku ołtarz. W okolicach centrum jest wejście do podziemi, gdzie na ścianach można dostrzec pozostałości fresków. Warto posiedzieć tu trochę i pomedytować.
![]() |
![]() |
Jedziemy dalej i w Castiglione d'Orcia zatrzymaliśmy się w takim małym sklepiku, gdzie sprzedawali lane wino. Wielka metalowa beczka, do której podłączony był taki pistolet, niczym jak na stacji benzynowej. Kolejka miejscowych, czyli zapowiada się, że towar musi być dobrej jakości. Fajnie, bo można kupić od razu 5l gąsiora lub specjalne opakowania kartonowe. Do wyboru były dwa trunki: Montelcino rocznik 2007, 13,5% 1,70EUR/litr oraz Montepulciano rocznik 2007, 12,5% 1,30EUR/litr. Po szybkiej degustacji wyszliśmy ciężsi o 15 litrów trunków. Nie zmarnuje się.
![]() |
![]() |
![]() |
Jedziemy dalej w stronę Pienzy, dzień chyli się już ku końcowi. Zatrzymujemy się w jednym miejscu, gdzie jest piękny widok na małą kapliczkę otoczoną cyprysami. Kilka zdjęć później przejechaliśmy niecały kilometr, aby zobaczyć turystyczny autobus, zaparkowany w miejscu, z którego rozpościerała się ładna panorama na wcześniej wspomniany kościółek, a po obu stronach drogi zgraja emerytów i rencistów ze swoimi białymi L-kami podpiętymi pod profi-body a wszystko to ustawione na manfrotach i tylko szelest migawek unosił się ponad nimi. No tak każdy ma swojego bzika -> japończycy także. Wyglądali jak na polowaniu.
Po powrocie na kamping na kolacje udaliśmy się do miejscowej restauracji na pizze i makaron. Bardzo smaczne. Jutro czeka nas przejazd do Rzymu.










